Fakty z przeszłości cz. 2

Parcie na jazdę miałem kosmiczne. Ale przecież nie wyjadę na ogródek :/. Nikt ze znajomych nie kumał klimatu więc nie było punktu zaczepienia. Temat stanął w miejscu :(. No ale od czego jest Google? Wyszperałem forum na którym znalazłem ludzi co zostawiają odcisk gumowej kostki w błocie! I w dodatku są z mojej dzielnicy! Polacy! Skorzystałem z ich pomocy (dzięki chłopaki!) i teoretycznie mogłem zaczynać ceremonię. Ale co się okazało? Jazda jest ale typowo unergroundowa. Zresztą w każdym cywilizowanym kraju po "zielonym" nie jeździ się ot tak. Tym bardziej, jeśli to "zielone" to prywatna posesja :/. A w mojej okolicy, mocno zurbanizowanej, ziemi niczyjej nie użyczy :[. Jedyne wyjście to dymać półtorej godziny na południe NJ żeby pośmigać na piachach (również prywatnych) albo trzy godziny do Pennsylvanii na kopalnie. Jest też jeszcze upstate NY i ekstrem w tamtejszych górach ale też drogi trzeba nałożyc niemało. Wydało mi się to nonsensem ale... Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma :]. Trzeci sezon gonię siwka co dwa tygodnie w trasę i się cieszę. Weszło mi to w krew i chwalę to sobie. Ostatnio śmigaliśmy w składzie trzyosobowym i mam nadzieję, że w nadchodzącym sezonie też będziemy. Tymczasem trzeba myśleć coby godnie przygotować się do jazdy na wiosnę :). Ale to już przyszłość ;).

P.S. Przez grzeczność względem byłego sprzęta chciałbym jeszcze przybliżyć sylwetkę mojego pierwszego "czteropaka", następcy Huski. Był to starszawy EXC 400, który w moich rękach odzyskał perfekcyjną kondycję. Sinikowo bomba, na zawieszenie narzekałem i dlatego poszedł dalej. Szacun dla niego!