Udany transfer

Szczęśliwym zrządzeniem losu spotkały się drogi endurowych oszołomów. Poznaliśmy nową twarz - Maxa. Tym samym skład 250% (tak nas nazwał Glaca) poszerza się i zyskuje przede wszystkim nową siłę bo koleś z niego klasa, ma pojęcie w jeździe i obycie w temacie niewąskie. Poza tym lubi rejestrować akcje w terenie więc będzie sporo materiału do przeżywania miedzy niedzielą a niedzielą ;P. U wszystkich widać entuzjazm wraz z nastaniem nowej sytuacji interpersonalnej, to będzie procentować, jestem tego pewien :).
Na St Clair nie mogli pojechać chłopcy Lindenowcy bo srogi szef zaprzągł ich do kieratu w weekend. Tzw. robota "na wczoraj". Nieźle, co? Glaca wkurwiony był kosmicznie ale co zrobić, jak mus to mus. Pojechaliśmy więc z Maxem sami jego "cudmobilem". Ma ciężarówkę z dużą budą i (jak się okazało po ostatniej ustawce) czterech ludzi, motocykle oraz osprzęt podróżuje po królewsku. Miodzio!
Jako, że mój GPS nie miał chęci ciągnąć na rozładowanych akumulatorkach (wcale się mu nie dziwię) pojechaliśmy w dobrze mi znane miejsce, co gwarantowało, że wrócimy bez komplikacji do auta. Jeździliśmy trasą od dawna "obcykanego" loopa, po drodze jednak troszeczkę go rozbudowując. Doszło parę fajnych miejsc, jakieś kamienie, potoczki, podjazdy. Minus jest taki, że nie mam zapisanego śladu ani fotek więc dojechać do nich ponownie będzie trudno. Uderzam się w pierś, że nie zadbałem o sprzęt przed jazdą :(.
Na osłodę jest filmik zmontowany przez Maxa, wrzucam go z przyjemnością :).
Enjoy!

Operacja na otwartym gaźniku

Była potrzeba więc wczoraj zajęliśmy się motocyklem Glacy. Na ostatniej jeździe dawał wyraźne oznaki (motor, nie Glaca!), że dobrze byłoby przedmuchać mu to i owo. A że w szufladzie leżał jetting kit to wzięliśmy to na warsztat. Robota szła wzorowo choć trzykrotnie musieliśmy robić mały "update" bo coś umknęło naszej uwadze ;P. Suma sumarum gaźnik otrzymał nowe "dysze prawdy". Teraz wg mnie sprzęcior gada zajebiście, choć i tak wszystko wyjdzie w terenie.
Co tam jeszcze? Aha, Corona i pepperoni smakowały wybornie, dzięki! ;P


P.S. W międzyczasie Jadzik próbował coś ulepić z podzespołów Glacowej szczerupy :).


międzyplanetowóz Jadzika

Lofty, PA - inauguracja sezonu

Oczywiście tylko dla części składu bo ja już chyba 5 razy bujałem się tej wiosny. Chłopaki z Linden byli na świeżo. Jak to na początku, trzeba się rozruszać, przypomnieć motocykl. Glaca trochę narzekał, że nie za dobrze mu zrobiła długa zimowa przerwa. Natomiast Jadzik ze swym zdrowiem sportowca narzekał tylko, że pobrudził nowe spodnie ;P. Widać jednak, że wszystko wraca do normy. Już klei się gadka o następnych wypadach, jest klimat i o to chodzi :).
Jak powiedziałem chłopakom (już po fakcie kręcenia się w kółko po kopalniach blisko Shenandoah) nie byłem pewien trasy. Pamiętałem z ostatniego razu tylko pierwszy odcinek. Dojechaliśmy na drugą węglową górę i dalej zamotanie. Nie szło przedrzeć się przez Rt 54. Pojechaliśmy więc od "dupy strony" ku Centralii. Miałem cichą nadzieję, że dotrzemy do celu i po powrocie sieknę jakiś fajny materiał o tym specyficznym miejscu. Byliśmy blisko ale czas już nie sprzyjał więc " U turn" i do samochodu. Generalnie byłaby to jazda bez historii gdyby nie... zresztą film lepiej opowie ;P.


Na następny raz do saka z narzędziami dorzucam różaniec...

A teraz na grzecznie reszta fotorelacji z Lofty, PA...









Dołożyłem jeszcze filmik, parę scen, zawsze można popatrzeć :).
P.S. Youtube kastrowało mi dźwięk,w takim razie niech będzie Vimeo.