1 runda NEOC - zawody w Milville, NJ

Zawiśnie na ścianie, a jak :)

Pojechałem jak na złość bo nie brali mnie pod uwagę. Chciałem sprawdzić czy od poprzednich zawodów (dwa lata temu) zrobiłem jakieś postępy. Poszło mi tak jak się spodziewałem, czyli lepiej niż dawniej, zmieściłem się w pierwszej połowie tabeli klasy C Veteran, co satysfakcjonuje mnie na rozpoczęciu sezonu. Nie to, że zakładam odjechać nie wiem jaką liczbę wyścigów w tym roku ale po wczorajszym dniu postanowiłem nie składać broni. Mam nawet motywację do treningów ale tu zapeszać bym nie chciał bo nie raz już miałem i przechodziło mi po tygodniu ;).

Nerw i trema były jak zawsze. Pogłębiły się kiedy stanąłem na linii startu w tłumie obcych twarzy. Amerykańskich, opalonych, nierzadko tatuowanych i wyćwiekowanych. Wśród szczerych, wybielanych uśmiechów. Ja prosty chłopak z lubelskiego, nie zwyczajny do takiego gwaru. Tym bardziej, że koło każdego z "sąsiadów" błyskały flesze aparatów, witali ich znajomi i uściskiwały rodziny. Mi w tym czasie zagotował się motor (WTF???) i spowił mą sylwetkę śmierdzącym dymem. Dzięki temu zyskałem trochę miejsca bo wszyscy odsunęli się ode mnie jak od skunksa ;P.

Wystartowałem w środku stawki. Okazuje się, że odpał z kopniaka może być plusem bo jeśli ktoś ma opanowaną technikę, to jest w stanie przekręcić korbą szybciej niż robi to elektryczny rozrusznik. Mi coś niemrawo poszło i dlatego w pierwszym łuku byłem w samym oku cyklonu. A po chwili dostałem błotnego strzała prosto w banię. Zawaliło mi gogle i szklane oko kamery. Zrywkę z okularów ściągnąłem, natomiast wizjer GoPro przez dłuższy czas miałem zasyfiony więc najlepsze momenty filmu ozdabia kleks na środku ekranu. Daaamnnn! :(

Jechało mi się nawet nieźle, kilka osób przepędziłem ze swojej drogi i myślałem, że krzyki uwiecznione mam na filmie. Owszem, obraz jest ale wcięło dźwięk, by to szlag... Tyle dobrego, że doszedłem z jaką rozdzielczością najlepiej nagrywać - 960 pikseli i 50 klatek na sekundę. Obraz w formacie 4:3 jest o wiele wymowniejszy niż szeroko ekranowy, fajniej się to ogląda. Nie mam ostatniego okrążenia bo wysiadła bateria, choć pokazywało, że jest możliwość nagrania prawie 5 godzin materiału. Takie pierdolenie :[. Zamówię battery bacpac, nie ma bata, żeby to nie starczyło na półtorej godziny wyścigu.

Leżałem ze trzy razy. Wykotłowałem się przy przejeździe przez ulicę, na tymczasowym, śliskim od błota mostku. Nogę zakleszczyło mi między motorem a dechami ale z pomocą człowieka z obsługi w miarę szybko się pozbierałem. Drugi, dosyć spektakularny raz, był kiedy chciałem "łyknąć" gościa pod koniec długiej prostej na polu. Trochę przeszarżowałem i wbiłem mu się golenią amortyzatora między jego łańcuch i zębatkę. Koleś był trochę w szoku po tym bezpardonowym ataku i spodziewałem się, że zbeszta mnie jak szmatę. O dziwo, spytał tylko czy wszystko ok :). Jakoś rozdzieliliśmy maszyny i za chwilę minąłem go już bez wymyślnych akcji.

Widziałem jak po zeskoku z wysokiej hopki jakimś riderem konkretnie targnęło o glebę, typowy knock out, znieśli go. Inny trafił centralnie w drzewo ale poza tym, że zrobił się "traffic", strat w ludziach nie było.
Na polach, zdawało by się idealnym miejscu do odkręcania, trzeba było trochę uważać. Owszem, dało się sadzić na full ale poprzeczne garby ziemi strasznie telepały. Był moment, że po zewnętrznej, tuż przy palikach ze sznurkiem, zacząłem drzeć co niemiara a tu zza mnie wyskoczył artysta, że mało na zawał nie padłem. Musiał mu się chyba wtrysk zblokować na pełnym otwarciu ;P.

W generalce wyszło, że przyjechałem za Borowikiem i Tomkiem ale przed Christianem i Edisonem, a oni przecież pierwszy raz na motorach nie siedzą. Dlatego jestem zadowolony, nawet i z faktu, że zrobiłem 4 okrążenia nie zwalniając tragicznie na złapanie oddechu. A przed dwoma laty z tym właśnie była porażka, stop co kilka minut :/. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że ściganie na South na wiosnę to nie to samo co Pensylwania w lecie, gdzie warunki są porównywalne z tymi w dżungli - upał i wilgotność zabijają.

Po wszystkim kupiliśmy sobie na pamiątkę po zdjęciu, z mobilnego sklepiku pana fotografa. Fajny bajer, pstrykają wszystkim po kolei by później udostępniać je za opłatą. Kusiła mnie nawet moja podobizna w formacie plakatu ale kosztowałoby to $45. Wziąłem fotkę o rozmiarze 8x10 inch. i jest git. Borowik zgarnął jeszcze laurkę za 6 miejsce w klasie i jakiś spray do czegoś tam. Koszulki przegapiliśmy bo zebrali już stoisko. Następnym razem trzeba kupować przed imprezą.

brothers
haters
#834
make up
C Vet - klasyfikacja
Live Score - kącik wnikliwego kibica
Edison (drugi od lewej) w akcji "na piechotę" 
veteran potyczek
z całym złem tego świata ;P

Po wyścigu, jak to po wyścigu, nie obyło się bez komentarza. Pocztą pantoflową doszły mnie słuchy, że startowałem w jakiejś dziwnej czy śmiesznej klasie. Być może przeciętnemu białostoczaninowi słowo veteran kojarzy się z telepiącym się, przygłuchym dziadkiem, z tablicą orderów w klapie marynarki. W terminologii wyścigów offroadowych znaczy to jednak tyle, że w tej grupie jadą zawodnicy w wieku 30+, bez kroplówek, wózków inwalidzkich i respiratorów. Nigdzie nie jest napisane, że muszą być słabsi od innych. I jeśli jakąkolwiek klasę można nazwać śmieszną to całą klasę C, gdzie startują sami amatorzy. Lepsi i gorsi, starsi i młodsi, jeden wielki mix. Chciałbym dodać, że występujący w klasie C Heavy (kozacko to brzmi, prawda?) - adresat tych słów, przyjechał za 3 staruszkami - veteranami. Wychodzi na to, że nie znając wyników, mistrzowi wypsnął się mały pierd. Nie szkodzi:). Na osłodę dodam, że jednak udało mi się znaleźć różnicę między klasą C Heavy (przezajebistą) a C Veteran (cienką). Do nich w biurze zawodów mówią na ty, do nas na Pan ;).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

UWAGA! Aby dodać komentarz nie musisz się logować. Wystarczy kliknąć na opcję Nazwa/adres URL i wpisać swoje imię lub ksywkę.
Śmiało! :)
Każdy wpis musi być zatwierdzony więc proszę o cierpliwość. To dla dobra kultury dyskusji i zachowania pewnych standardów na blogu. Innymi słowy - admin nie śpi, żeby pisać mógł ktoś ;P.