Nie spotkało mnie w życiu nic śmiesznego...

Trochę jak Adasia Miauczyńskiego w “Nic śmiesznego”… Takie podsumowanie mojego roku motocyklowego 2017 przychodzi mi na myśl. Co prawda były przebłyski, jak chociażby (jak zawsze) udane jazdy z Maxem ale było tego niewiele, zdecydowanie poniżej moich oczekiwań. Do tego pod koniec roku doszła kontuzja kolana, która (oby nie) może odbić się, kiedy przyjdzie ponownie przywitać się z offroadem :/… Zawsze jakaś chujnia musi sie przylepić :/...

 W Nowym życzyłbym sobie (i wszystkim zanteresowanym) wymarzonych tras a konkretnie to czasu na ich przejechanie. Jak będzie zdrowie i czas to będą i trasy. Moto czeka a na wyposażeniu jest praktycznie wszystko, czego mi potrzeba. A póki ściska kurewski mróz, połechtam się fotkami z niedalekiej przeszłości. Oby nam się, zatem :).