Nie spotkało mnie w życiu nic śmiesznego...

Zupełnie jak Adasia Miauczyńskiego 😝… Takie podsumowanie mojego roku motocyklowego 2017 przychodzi mi na myśl. Co prawda były przebłyski, jak chociażby (jak zawsze) udane jazdy z Maxem ale było tego niewiele, zdecydowanie poniżej moich oczekiwań. Do tego pod koniec roku doszła kontuzja kolana, która (oby nie) może odbić się, kiedy przyjdzie ponownie przywitać się z offroadem 😕… Zawsze jakaś chujnia musi się przylepić 😡...

W Nowym życzyłbym sobie (i wszystkim zainteresowanym) wymarzonych tras a konkretnie to czasu na ich przejechanie. Jak będzie zdrowie i czas to będą i trasy. Moto czeka a na wyposażeniu jest praktycznie wszystko, czego mi potrzeba. A póki ściska kurewski mróz, połechtam się fotkami z niedalekiej przeszłości. Oby nam się, zatem 🍻.
















"Bez wąchania rowa" - introdukcja

Po kilku sezonach posuchy w mojej offroadowej jeździe z Maxem nastąpił impas i spotkaliśmy się, lecz tym razem na nawierzchni bitumicznej 😉. Poza tym (na szczęście) niewiele się zmieniło! Na sprawdzonych towarzyszy podróży można jednak liczyć 💪.

"Janusz" mówi sobie - "dość!"

Przykładu Tadka Błażusiaka nie przytoczyłem kiedy był czas, bo byłem "nieblogujący". Za to dosłownie minuty temu na portalu żużlowym (który obserwuję regularnie) doczytałem się, że jeden z tych ludzi, których najbardziej cenię w biznesie motocyklowym, kończy karierę.

Joonas Kylmakorpi


W składzie Motoru nie widniał jako gwiazda i nie udzielał się przez dekady. Ale takich zawodników jak On po prostu się pamięta. To był tzw. "walczak". A to słowo w żużlu elektryzuje każdego kibica! Najczęściej przeciętne wyjście spod taśmy i "trzęsienie ziemi" na dystansie. Wiedzą o czym mówię tylko ci, którzy znają tą dyscyplinę sportu. Moją ukochaną!


"Skończyłem. Podczas jednego z grudniowych treningów brałem udział w straszliwym wypadku, którego skutkiem było złamanie kości udowej. Przeszedłem dwie operacje, które nie przyniosły satysfakcjonujących rezultatów. Ja, wraz ze światowej klasy personelem medycznym zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy. Mimo to, kończę jednak karierę. Podjąłem tę decyzję ze spokojem. Jestem dumny ze swoich osiągnięć, czuję, że spełniłem swoje cele. Jestem pierwszym w historii wyścigów na długim torze zawodnikiem, który zgarnął cztery tytuły Indywidualnych Mistrzostw Świata! Ścigałem się w wielu zawodach, na całym świecie. Mam siedem medali mistrzostw świata, startowałem w Grand Prix, ścigałem się w najlepszych ligach świata. Nigdy nie marzyłem o wygrywaniu, ciężko na to pracowałem! Z biegiem lat nauczyłem się radzić sobie z bólem i wiem, że głowa jest zmotywowana, ale ciało mówi "nie". To koniec.
Chciałbym podziękować swojej rodzinie, przyjaciołom, fanom, sponsorom i wszystkim tym, którzy pomogli mi podczas mojej kariery. Wasze wsparcie było bezcenne. Jestem podekscytowany poszukiwaniem nowych wyzwań w życiu."


Ostatnie zdanie w jego poście na Fejsbuku pozwolę sobie luźno zinterpretować -
"Dajesz radę albo wypierdalasz."

Tak "zamiatał" popularny "Janusz"! Szacunek!

Otagowany


Wrzuciłem sobie na kask i do kluczyków lubelskiego koziołka. W ogóle jakbym mógł, to cały bym się oblepił Lublinem 😉. To chyba taka cecha emigrantów, że na obczyźnie ich patriotyczny pierwiastek po prostu eksploduje 🙂. Coś w tym jest...

Gdzieś w środku to też moja chęć bezpretensjonalnego wtrącenia, że będąc w "zagłębiu polonijnym" wschodniego wybrzeża Stanów, niekoniecznie muszę być z gór, spod Białegostoku czy "z samej Łomży". Jam jest Lubelak!!! Człowiek z krainy cebularza! 😄


Wiejski Sprzęt Kaskaderski - żaden wstyd... albo w mordę dam!!! (Czyli o reaktywacji WSK)


W taki jak w tytule sposób, próbowałem pewnego razu bronić honoru rodzimej motoryzacji przed rodzimym napastnikiem. Zaczęło się od tego, że siedząc lat temu pewnie ze dwadzieścia, w modnej i lubianej przez rockowo-motocyklową młodzież lubelskiej knajpie Koyot, otworzyłem gębę do niepotrzebnej osoby (czyt. niepotrzebnie otworzyłem gębę do pewnej osoby).
Chociaż tak naprawdę to z "Niepotrzebnym" (dłuższy czas znając się z widzenia) już wcześniej mieliśmy chęć do siebie zagadać w słusznych sprawach. Mijaliśmy się gdzieś na paradach, na zjazdach w środku miasta, itp.

Ramoneski nas do siebie przyciągały, sprzęty - choć w innych kategoriach - też, a więc skoro już zasiedliśmy koło siebie w knajpie, to innego wyjścia nie było, niż zagaić. I zagailiśmy do siebie wręcz równocześnie, entuzjastycznym śmiechem kwitując ten fakt.
Wypadało wypić za zdrowie na początku, więc wypili. Wypadało zapytać co słychać, więc zapytali. Wypadało przejść do motocyklowych gadek, więc przeszli. I nim na dobre rozkręciła się ta przyjacielska rozmowa, zaczęli podwijać rękawy 😜.

Poszło o to, że ja przytaczając historię początków mojej motocyklowej pasji, wtrąciłem wątek o Wueskach, czyli sprzętach w "arystokratycznych" gronach niepoważanych. Jeździło się przecież na wszystkim, zawsze biorąc to za dobrą monetę. No i sentyment pozostał do dziś... Obśmiał mnie za to Niepotrzebny a ja obśmiałem jego skurwiałą "trajkę na maluchu". Dodam tylko, że jak widziałem te jebane terkoczące szczątki, to żygać mi się chciało!

MOTOCYKLISTA, kurwa jego mać, co mu śrubokręty i druty z każdej kieszeni wystają! -

Do narzędzi, broń Panie Boże, nie mam nic! Jedynie do jego podejścia do fachu mechanika, bo ochlaptus ledwo dawał radę łyżką do gęby trafić a uważał się za Kogoś... i to swoje "coś" za "COŚ"... Miałem jednak wcześniej moralne hamulce i udawałem, że te jego wypociny są cool, że kciuk w górę, sratatata... Dziś czuję się niezręcznie za to głupie współczucie dla tego osrołka... Ale jebał go pies, nie o nim chciałem...

-------------

Tak, zdecydowanie mam sentyment do tych komunistycznych "pierdopędów". Dziś już przecież zabytków! Dlatego wieść o reaktywacji WSK wzbudziła moją ciekawość i... obawy niczym u Kasi Kowalskiej.


No i cóż my tutaj mamy? 🙂
Trochę dyżurnego nawijania makaronu na uszy, jak to przy takich okazjach bywa, bo... ogólnie to bardzo skomplikowane przedsięwzięcie do zrealizowania którego potrzeba góry pieniędzy przede wszystkim... Jest mowa o gotowym projekcie wstępnym, o firmie Ursus jako partnerze i... tyle.

Na wizualizacjach warto jednak zawiesić oko. Mi się nawet podobają 🙂. I trochę przypominają pewien inny polski pomysł na motocykl. Tutaj kluczem do zagadki jest nazwisko konstruktora - Jędrzej Jacek Synakiewicz (jego ambitny lecz niezrealizowany produkcyjnie projekt motocykla klasy 500 poruszę w dalszej części posta). To właśnie on nadał rys "nowej WSK".


wersja "smakowita czerwień"...

..."Back in Black"

 ....i "miętóweczka" 😊

Jędrzej Jacek Synakiewicz z wersją o malowaniu "patriotycznym" 😉


Plany, choćby najbardziej wybujałe, może mieć każdy. Historia przytacza jednak przykłady wielkich słów, które lśnią do tej pory jedynie na (od lat nie aktualizowanych) stronach internetowych...  Najczęściej szło o to, że z fazy zaangażowania pasjonackiego pomysł nie mógł się naturalnie przepoczwarzyć do modelu biznesowego. Wielka szkoda... W kontekście tegoż, nokautującym świadomość jest fakt, że w połowie lat '80 jakiś wysoko postawiony "nasz" przygłup, napastowany przez ruskiego ciemiężyciela, ugiął się presji i skreślił wszystkie plany kwitnącego polskiego przemysłu budowy motocykli jedną decyzją! Ot tak z dnia na dzień! Brzmi to tak, że aż chciało by się Putinowi wypestkować jaja za naszą krzywdę!


No ale wróćmy jednak do problemów motoryzacyjnej teraźniejszości. Weźmy chociażby takiego tuza jak "Sokół" - >kliknij<
Poza prototypem, który gdzieś tam pokazała sympatyczna drużyna mechaniorów, nie zdziałali nic na szeroką skalę... Szkoda, bo fajnie to się prezentowało na zdjęciach i grafikach...


Nowy Sokół - w ramie siedzi dobrze znany zabytek
ale całości nie można odmówić własnego sznytu



Inne ofiary prób "wskrzeszania" starych lub "dawania życia" nowym projektom znad Wisły? ... Nowa WFMFSO Maraton...

Nowa WFM... Nowa???

FSO Maraton - pocieszny, kolorowy brzydal 😁


... i prawdziwa wisienka na torcie - JJ2S X4 500 (co za nazwa!).
Tu już nie w kij dmuchał! Zaawansowana technologia i przełomowe rozwiązania techniczne!
Polecam dokładnie przewertować stronę internetową tego projektu! >kliknij<




-------------

Chcąc przytoczyć przypadki, kiedy reaktywacja faktycznie się udała i po dziś dzień możemy cieszyć się jej efektami, trzeba by zamilknąć... Albo wymienić Rometa i Junaka, które są takim trochę krzywym zwierciadłem dla własnej legendy. Dlaczego? Ponieważ dzisiaj są to produkcje chińskie, jedynie montowane w Polsce i sygnowane znakiem firmowym tych znanych z przeszłości, krajowych marek. Czy to źle? Chyba nie... Choć faktem jest, że trochę szkoda tracić cenny rodowód w takim chińsko-polskim "związku"... Patrząc jednak na "potomstwo" ja osobiście jestem usatysfakcjonowany. Nawet jeśli tylko w myśl zasady - "jak się nie ma co się lubi..."

Junak może nie ma tego rozmachu co jego pierwowzór z lat '60 ale już Romet całkiem płynnie wszedł w nowy rozdział tej marki.


Junak M16 - wstydu nie ma

Romet Classic 400 -
podróbka Yamahy SR 400. Udana!


Podobają mi się ich strony internetowe - nowoczesne, stale aktualizowane i z odpowiednią zawartością graficzno-merytoryczną. Aż miło je odwiedzić 😉. I poczuć gęsią skórkę widząc charakterystyczne loga na zbiornikach tych całkiem rozsądnych (w tej sytuacji ekonomicznej) "cykli". Mając oczywiście z tyłu głowy myśl o powrocie produkcji w Polsce. Póki jeszcze nie zginęła!


A na dokładkę szczypta pięknej historii zabytkowego motocykla i jego pasjonatów w >galerii zdęć< oraz poniższych filmach. Polecam 🙂.

Charyzmę aktorską i pogodną osobowość pana Jacka po prostu uwielbiam 🙂


Czeski Kameleon


Kolejna reaktywacja w stylu dzisiejszych wielkich powrotów. Po latach niebytu do salonów w Czechach wróci szlachetna marka ČZ!!! Zawrót głowy! Szczególnie dla tych, którzy w młodości dosiadali tych sprzętów, a ja się do nich zaliczam 🙂. Moja oryginalna "Ceśka" (model 125/516 z '84 roku) nie była u mnie długo ale zapamiętałem ją jako motocykl dostarczający nieziemskich doznań 😉. Aj, szkoda, że sprzedałem tego bazyliszka. Wtedy (gdzieś na początku lat '90-tych) ciężko było o części do tych motocykli, dlatego trzymać sprzęt, którego nie można było prawidłowo serwisować, nie miało sensu. Co innego, że czasy się zmieniły i (paradoksalnie) dziś jest łatwiej o zamienniki do crossowych ČZ niż kilkanaście lat temu, kiedy to ich silniki używane były w kartingu. Biorąc pod uwagę, że już wtedy sprzęt nie był produkowany, każdy fabryczny tłok z korbowodem był na wagę złota 😏.

 Wracając do tematu - na próżno szukać w sieci firmowej strony internetowej czy materiałów promocyjnych nowej "Cezety", co mnie bardzo dziwi. Wszystko ma się opierać na dystrybucji poprzez salony motocyklowe różnych marek. Tutaj jest link do jednego z nich - kliknij.

 A czym tak naprawdę jest ta "nowość" od "pepiczków"? To nic innego jak włoski TM ubrany w szaty robione na potrzeby wskrzeszanej marki. Będzie wiec zamiast niebieskiego malowania - białe i czerwone, z charakterystycznym znakiem ČZ na plastikach i obudowach silnika. Z tego co rozumiem oferowane będą motocykle dwusuwowe do crossu i enduro. O uszy mi się obiło, że jest to paleta "teemowego" rocznika 2014 i jak dobrze się przyjrzeć pierwowzorowi i "Cezecie" na zdjęciach z sieci, to faktycznie wszystko jest praktycznie identyczne. Czy to wada? Skądże! Każdy sposób jest dobry, żeby zagrać na wspomnieniach (patrz kateemowa "Huska") i zajrzeć do kieszeni rozrzewnionych powrotem legendy riderów. I Bozia mi świadkiem, gdybym żył w kraju i miał tyle, że by mnie było stać na taką "Ceśkę", to nawet nie oglądałbym się za niczym innym! Jak widzę te białe plastiki z logo ČZ to po prostu mam motyle w żołądku. Coś niesamowitego, maszyna z moich snów o przeszłości 🙂. Ja wymiękam!











Tokbike - pożyteczne dziwadło


Ja od razu zorientowałem się o co chodzi. Myślę jednak, że nie powiązanym ze sportem motorowym (trialem szczególnie) ta konstrukcja będzie dużą zagwozdką.
-"Co to jest?? Jakiś niedokończony rower?!"- już to słyszę uszami wyobraźni 😉.
Fajna rozgrzewka przed wejściem na spalinową trialówkę. Cena? Około 250 euro. Warto? Myślę, że jeśli ktoś chce na serio pojeździć w rajdach obserwowanych to jak najbardziej! A i niejeden "ędurzysta" też podszkoliłby balans na takim metalowym pasikoniku 🙂. Z filmu promocyjnego wynika, że dużo szersze jest grono adresatów tego pożytecznego dziwadła.
Ich strona internetowa - tokbike.com


Zimą na kołach :)


Jaka pyszna sanna! 😉

Ryżojady podnoszą głowę


Letarg japońców w dziedzinie sportowych offroadówek zauważalny był od dłuższego czasu. Ani formą wizualizacji ani technologii nie zrobili praktycznie żadnego kroku na przód od paru sezonów. Kawasaki nie ma nic do zaoferowania, Suzuki jak najbardziej w ten sam deseń a Honda z Yamahą nudzą tym co dawno już się opatrzyło. Aż do dzisiaj*. Niebiescy zdecydowali się odświerzyć linię swoich sportowych "ćwiartek" i tak oto na sezon 2015 zmajstrowali od razu dwie premiery (bo tak można o tym zjawisku mówić). Na bazie crossówki 250 ccm, która była motocyklem zeszego roku w kategorii terenówek, stworzyli obiecującą endurke i (co bardzo ciekawe!) typowy motocykl cross country! Tego chyba nikt się nie spodziewał! Daje to tylko do zrozumienia, że poważnie chcą zaleźć za skórę europejskim markom, które zdążyły już sobie porządnie wymościć tron na endurowym rynku.
Że przybyła poważna konkurencja już wiadomo. Nie wiadomo jednak ilu będzie chętnych aby zrzucić swoje dupy z dopieszczonych europejek i spróbować flirtu z "dżapanami", które nigdy nie były charakternymi sprzętami. W obliczu jednak tego, że nowa linia, jak nigdy, ma wyraźne rysy hardcoreowych maszyn, w powietrzu czuć niespodziankę. Przytoczę kilka faktów a raczej zapowiedzi od Yamahy:
- silnik i rama identyczne jak w nagradzanej crossówce (pochylony do tyłu cylinder z odwróconą głowicą!)
- zawiecha ta sama, jedynie zmienione nastawienia, co zrozumiałe
- możliwość pełnej modyfikacji ustawień zapłonu i wtrysku z poziomu elektronicznego pudełeczka od GYTR
- wreszcie takie smaczki jak u przodowników - filtr powietrza na miejscu zbiornika paliwa, wentylator na chłodnicy, najprostsza metoda odpalania sprzęta jednym przyciskiem (oczywiście w odwrocie kopniak - dzięki Bogu!).

Niby niewiele ale widać poważną ewolucję we właściwą stronę. Do tego cena ma nie przekroczyć $8,000. Wg mnie brzmi nieźle. Szczególnie to, że typowy motocykl enduro można odblokować do możliwości zajadłej motocrossówki! Bajka!

Dodaję filmik w którym widać jaki potencjał drzemie w WR250F na 2015 rok. Szczególnie wymowne są ujęcia z kamer na kaskach. Jest do czego się poślinić :).

* - nie jest to żaden news, jedynie ja mam lekki poślizg ;)


 








Konto wyzerowane


Dziś w godzinach południowych pożegnałem się z rodzicielką mych snów o wolności - piękną pomarańczową istotą o pojemności 400 ccm. Były ku temu pewne powody ale nie sprzedawałem moto z lekkim sercem. Teraz będzie trwać walka z czasem i własnym lenistwem. Kasa za sprzęt zasiliła fundusz rozwoju mojej drugiej pasji - filmowania. Jeśli dobrze się postaram przerwa od jazdy nie powinna być długa, wszystko w moich rękach. Zamierzam się poddać próbie na siłę charakteru. I zamierzam ją przejść jak tornado przez zagon kartofli! A co, kurwa?!


ostateczna pieszczota