Wesołe jest życie staruszka... póki jeszcze może

Ludzie podziwiają albo pukają się w głowę...
Ja czuję, że mam pod skórą to samo co ci dżentelmeni... To po prostu jest...

Dzisiaj prawdziwych zim już nie ma

A i zakatarzonego cyklistę coraz ciężej spotkać... Co nie znaczy, że pojedyncze przypadki się nie trafiają. A i owszem jak widać :D...


Nie spotkało mnie w życiu nic śmiesznego...

Trochę jak Adasia Miauczyńskiego w “Nic śmiesznego”… Takie podsumowanie mojego roku motocyklowego 2017 przychodzi mi na myśl. Co prawda były przebłyski, jak chociażby (jak zawsze) udane jazdy z Maxem ale było tego niewiele, zdecydowanie poniżej moich oczekiwań. Do tego pod koniec roku doszła kontuzja kolana, która (oby nie) może odbić się, kiedy przyjdzie ponownie przywitać się z offroadem :/… Zawsze jakaś chujnia musi się przylepić :/...

  W Nowym życzyłbym sobie (i wszystkim zainteresowanym) wymarzonych tras a konkretnie to czasu na ich przejechanie. Jak będzie zdrowie i czas to będą i trasy. Moto czeka a na wyposażeniu jest praktycznie wszystko, czego mi potrzeba. A póki ściska kurewski mróz, połechtam się fotkami z niedalekiej przeszłości. Oby nam się, zatem :).






"Janusz" mówi sobie - "dość!"

Przykładu Tadka Błażusiaka nie przytoczyłem kiedy był czas, bo byłem "nieblogujący". Za to dosłownie minuty temu na portalu żużlowym (który obserwuję regularnie) doczytałem się, że jeden z tych ludzi, których najbardziej cenię w biznesie motocyklowym, kończy karierę.

Joonas Kylmakorpi


W składzie Motoru nie widniał jako gwiazda i nie udzielał się przez dekady. Ale takich zawodników jak On po prostu się pamięta. To był tzw. "walczak". A to słowo w żużlu elektryzuje każdego kibica! Najczęściej przeciętne wyjście spod taśmy i "trzęsienie ziemi" na dystansie. Wiedzą o czym mówię tylko ci, którzy znają tą dyscyplinę sportu. Moją ukochaną!


"Skończyłem. Podczas jednego z grudniowych treningów brałem udział w straszliwym wypadku, którego skutkiem było złamanie kości udowej. Przeszedłem dwie operacje, które nie przyniosły satysfakcjonujących rezultatów. Ja, wraz ze światowej klasy personelem medycznym zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy. Mimo to, kończę jednak karierę. Podjąłem tę decyzję ze spokojem. Jestem dumny ze swoich osiągnięć, czuję, że spełniłem swoje cele. Jestem pierwszym w historii wyścigów na długim torze zawodnikiem, który zgarnął cztery tytuły Indywidualnych Mistrzostw Świata! Ścigałem się w wielu zawodach, na całym świecie. Mam siedem medali mistrzostw świata, startowałem w Grand Prix, ścigałem się w najlepszych ligach świata. Nigdy nie marzyłem o wygrywaniu, ciężko na to pracowałem! Z biegiem lat nauczyłem się radzić sobie z bólem i wiem, że głowa jest zmotywowana, ale ciało mówi "nie". To koniec.
Chciałbym podziękować swojej rodzinie, przyjaciołom, fanom, sponsorom i wszystkim tym, którzy pomogli mi podczas mojej kariery. Wasze wsparcie było bezcenne. Jestem podekscytowany poszukiwaniem nowych wyzwań w życiu."


Ostatnie zdanie w jego poście na Fejsbuku pozwolę sobie luźno zinterpretować -
"Dajesz radę albo wypierdalasz."


Tak "zamiatał" popularny "Janusz"! Szacunek!