Betonowe miasto

Concrete City, Nanticoke PA

Miasto samo przez się kojarzone jest z betonem, jednak nazwa miejsca o którym mowa, jednoznacznie oddaje całą prawdę o Concrete City. Tu jest tylko beton...
Nikt nie zasiedlił tego kompleksu budynków na stałe co jest ewenementem i budzi zainteresowanie do dziś. I gdyby nawet brać pod uwagę okres w którym tętniło tu życie, to jest on za krótki, żeby stawić czoła etykiecie "miasta duchów", jaka przylgnęła do tej miejscowości...
Tutaj mijający czas działa na korzyść, legenda dojrzewa i jak to bywa w takich sytuacjach, dodaje całej historii surrealistycznego posmaku. A ja lubię takie ciekawostki. Dlatego nie przypadkiem znaleźliśmy się tam ostatniej niedzieli :).

Zebrałem trochę potrzebnych informacji a cały plan powstał po przeczytaniu jednego z tematów na forum Coal County Riders. Zaraziłem się fajnymi zdjęciami i wyobraźnia zaczęła działać, taka choroba ;).

Największy znak zapytania to jak zwykle miejsce do zaparkowania auta, z tym zawsze jest problem. Pojechaliśmy "na ślepo" nie wiedząc co tak naprawdę zastaniemy. Miałem upatrzony punkt na Google Maps ale żadnych gwarancji, że zadziała. Nie zadziałał bo boczna uliczka koło cmentarza w Glen Lion została zablokowana głazami. Na drzewach oczywiście kolorowe karteczki z dobrze znaną wszystkim miłośnikom offroadu treścią. Czyli klasyka gatunku...

trochę się spóźniliśmy,
kiedyś była tu fajna miejscówka
my się "zimy" nie boimy ;P

Zaczęliśmy się pałętać. Zatrzymaliśmy quadowców żeby zasięgnąć języka. Co prawda niewiele wskóraliśmy ale okazało się, że ojciec z synkiem mieszkali kiedyś w Garfield, niezłe jaja. Pomimo, że byli OK to nie dało się ich namówić, żeby użyczyli parkingu na swojej posesji. Trudno im się dziwić, temat jest śliski a nikt nie chce problemów.
Wjechaliśmy do Nanticoke, niedużego miasteczka na drodze do RT 81, którą zdecydowaliśmy wrócić do St Clair. Nie było sensu ryzykować, straciliśmy trochę czasu ale pora na jazdę nadal była młoda.
Nie pamiętam z jakiego powodu ale zaczęliśmy zawracać. "Zawinęliśmy" na plac przy jakimś dużym budynku a tu... ding-dong w łeb! Stoi wataha pickupów i gości zrzucających sprzęty. Trochę atv, jakieś małe crossówki. Z nieba nam spadli! Zagadaliśmy tylko, żeby się upewnić, czy nie będzie przypału. Twierdzili, że od dawna stawiają tu auta i nigdy nie mieli problemów. Skoro tak to i my dołączyliśmy do całego towarzystwa intruzów ;).

Luzerne County okazało się nie gorsze niż Klara, choć jest w sumie trochę inne. Przeważają tu drogi wyryte przez czterokołowce, których spotkaliśmy zdecydowanie więcej niż motocykli. Szczególnie podobały nam się fajne trakty power lines i techniczne, kamieniste podjazdy w lesie. Na jednym straciliśmy trochę czasu i zdrowia.

nasz faworyt nas nie zawiódł...
... i oczom naszym ukazał się raj ;)
"wielki" kanion
ostatni etap ale sił już brak

Mieliśmy też okazję tłumaczyć się z trespassingu przed właścicielem terenu, przez który przebijała się nasza karawana. Nie chcieliśmy paradować po placu na którym pracował ciężki sprzęt, dlatego odbiliśmy w bok. Wyskoczyliśmy na polanę w lesie, która wyglądała na wykarczowaną i przygotowaną pod zabudowę. Nie wygłupialiśmy się tam jak zwykle, zrobiliśmy jedynie kółko i znalazła się jakaś dróżka, która wyglądała na przejezdną. Nie udało się a wracając z powrotem nadzialiśmy się na dziadka i młodzika. Zadowoleni to oni nie byli, a na nasze naiwne pytanie "jak stąd wyjechać", odpowiedzieli z wyraźnym zażenowaniem - "tak jak tu przyjechaliście". Dodali jeszcze -"jedziecie pewnie z Nanticoke?", co zabrzmiało tak jakby mieli na myśli najgorsze przekleństwo jakie zesłał im los... Grzecznie przeprosiliśmy i ulotniliśmy się stamtąd nie robiąc za dużo hałasu.

taką chatkę se chłopaki wymyślili

Walczyliśmy już dosyć długo i plany dojechania na zachód aż do Susquehanna River przełożyliśmy na następny raz.
Auto zastaliśmy nie ruszone, co uwieńczyło ten "great day", jak powiedział Tomcio.
Teren szczególnie chwalił Andrzej. Myślę, że będzie naciskał żeby wpadać tu częściej. Jeśli o mnie chodzi to ja jak najbardziej :).

ostatni kęs i ostatni "buszek" przed drogą powrotną
Katooma pożegnanie z Nanticoke

-------------------------------------------

"Concrete City"
Chciałbym dodać jeszcze słowo o atrakcji (jeśli ktoś rozpatruje to w takiej kategorii) tego dnia. Zrobiłem parę fotek, archiwalne obrazy znalazłem na sieci, skąd też zaczerpnąłem garść prawdziwych lub nieprawdziwych faktów...

Miasto to chyba zbyt dużo powiedziane, choć tak brzmi nazwa własna tego miejsca. Betonowe, ponieważ całe budynki łącznie z dachem zostały wykonane w tej technologii. A miało to miejsce zaskakująco dawno, bo w roku 1911.
Kompleks wybudowany został przez Delaware, Lackawanna and Western Railroad's Coal Division na potrzeby rodzin wysoko postawionych pracowników tej firmy. Przedsięwzięcie traktowano wielce prestiżowo a sam plan uznawano jako niezwykle śmiały technologicznie, wręcz wyprzedzający swoje czasy.

"Betonowe Miasto" trochę jak z folderu firmy deweloperskiej...
w miarę realnie oddany wygląd zabudowy

Tworząc osiedle kampania miała na uwadze tyle dobro jego mieszkańców co możliwość ich kontroli, a pada nawet sformułowanie o wykorzystywaniu. Stąd być może minimalistyczna i regularna jeśli chodzi o stylistykę i bardzo klarowna w ideologii forma tego projektu.
Każdy z budynków zamieszkiwały dwie rodziny, były to więc klasyczne duplexy. Na obydwu poziomach znajdowały się kuchnie, łazienki, pokoje dzienne i po cztery sypialnie. Miesięczny czynsz za taki apartament wynosił... osiem dolarów!!! Gdzie te czasy, chciało by się rzec ;P.
Domy okalały sporych rozmiarów skwer na którym znajdowało się boisko do piłki nożnej, baseballa, kort tenisowy, plac zabaw oraz budynek socjalny. Znalazło się też miejsce na brodzik dla dzieci oraz basen dla dorosłych. Ten ostatni został opróżniony w 1914 roku, po tym jak utonął w nim chłopiec.
Betonowe chodniki oświetlane były przez lampy podpięte do linii energetycznej, co jest następnym przykładem futuryzmu tegoż miejsca.

huśtawki rodem z przyszłości, można powiedzieć :)
dobre, przedwojenne, zbiorowe moczenie stóp ;P

 Mimo tak dalekowzrocznej wizji architektów i rozmachu samego przedsięwzięcia, jedenaście lat po oddaniu housingów do użytku, zostały one po prostu wysiedlone. Mówi się o dwu najważniejszych przyczynach - rezygnacji z montażu kanalizacji przez administratora oraz o problemach z wilgocią w budynkach. Jeśli chodzi o odprowadzenie ścieków to wszedł przepis mówiący o konieczności wprowadzenia instalacji, lecz bardzo solidna betonowa konstrukcja prawdopodobnie to uniemożliwiała. Problem wilgoci to przypuszczalnie również sprawka rzeczonego betonu, ponieważ jego porowatość pozwalała na dostawanie się wody do pomieszczeń, z którym to zjawiskiem nie udało się skutecznie walczyć.
Wobec powyższego podjęto decyzję o wyburzeniu. Odkryto, że pod ziemią znajdują się duże pokłady węgla, które firma mogłaby wykorzystać. Na przeszkodzie jeszcze raz stanął główny bohater historii czyli beton. Okazało się, że zdetonować tak solidne bloki będzie po prostu bardzo ciężko. Byłoby to wykonalne ale przy horrendalnych kosztach. Nikomu nie było to na rękę ale budynki, chcąc czy nie chcąc, musiały pozostać. Na długie lata. Na dłużej niż się komukolwiek wtedy śniło...

 Dziś "Betonowe miasto" oficjalnie uznane jest jako zabytek. Niemniej jednak jest on polem doświadczalnym dla miejscowych jednostek militarnych, fanatyków graffiti, amatorów paintballu oraz... imprezowiczów. Miesza się więc tu legenda z szarą teraźniejszością, tworząc ciekawy obiekt dla przyszłych pokoleń historyków. Kiedyś pewnie będą się rozsmakowywać w tym swoistym misz maszu, będącym dziełem upływającego czasu...

dziś ciężko się tu przedrzeć przez chaszcze...
pustostany... prawie od wieku!
z innej perspektywy...
na pokojach...
misternie wydłubane okno dachowe
schody do nikąd...
widok z pięterka,
fotę z dachu odradzili chłopaki... next time ;)
byłem, widziałem... zapaliłem :)

Concrete City z lotu ptaka


Pokaż większą mapę

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

UWAGA! Aby dodać komentarz nie musisz się logować. Wystarczy kliknąć na opcję Nazwa/adres URL i wpisać swoje imię lub ksywkę.
Śmiało! :)
Każdy wpis musi być zatwierdzony więc proszę o cierpliwość. To dla dobra kultury dyskusji i zachowania pewnych standardów na blogu. Innymi słowy - admin nie śpi, żeby pisać mógł ktoś ;P.