Operacja na otwartym gaźniku

Była potrzeba więc wczoraj zajęliśmy się motocyklem Glacy. Na ostatniej jeździe dawał wyraźne oznaki (motor, nie Glaca!), że dobrze byłoby przedmuchać mu to i owo. A że w szufladzie leżał jetting kit to wzięliśmy to na warsztat. Robota szła wzorowo choć trzykrotnie musieliśmy robić mały "update" bo coś umknęło naszej uwadze ;P. Suma sumarum gaźnik otrzymał nowe "dysze prawdy". Teraz wg mnie sprzęcior gada zajebiście, choć i tak wszystko wyjdzie w terenie.
Co tam jeszcze? Aha, Corona i pepperoni smakowały wybornie, dzięki! ;P


P.S. W międzyczasie Jadzik próbował coś ulepić z podzespołów Glacowej szczerupy :).


międzyplanetowóz Jadzika

Lofty, PA - inauguracja sezonu

Oczywiście tylko dla części składu bo ja już chyba 5 razy bujałem się tej wiosny. Chłopaki z Linden byli na świeżo. Jak to na początku, trzeba się rozruszać, przypomnieć motocykl. Glaca trochę narzekał, że nie za dobrze mu zrobiła długa zimowa przerwa. Natomiast Jadzik ze swym zdrowiem sportowca narzekał tylko, że pobrudził nowe spodnie ;P. Widać jednak, że wszystko wraca do normy. Już klei się gadka o następnych wypadach, jest klimat i o to chodzi :).
Jak powiedziałem chłopakom (już po fakcie kręcenia się w kółko po kopalniach blisko Shenandoah) nie byłem pewien trasy. Pamiętałem z ostatniego razu tylko pierwszy odcinek. Dojechaliśmy na drugą węglową górę i dalej zamotanie. Nie szło przedrzeć się przez Rt 54. Pojechaliśmy więc od "dupy strony" ku Centralii. Miałem cichą nadzieję, że dotrzemy do celu i po powrocie sieknę jakiś fajny materiał o tym specyficznym miejscu. Byliśmy blisko ale czas już nie sprzyjał więc " U turn" i do samochodu. Generalnie byłaby to jazda bez historii gdyby nie... zresztą film lepiej opowie ;P.


Na następny raz do saka z narzędziami dorzucam różaniec...

A teraz na grzecznie reszta fotorelacji z Lofty, PA...









Dołożyłem jeszcze filmik, parę scen, zawsze można popatrzeć :).
P.S. Youtube kastrowało mi dźwięk,w takim razie niech będzie Vimeo.

Maybrook, NY

No i następna fajna miejscówa przytulona :). Chłopaki już wcześniej tam bywali ale teraz na legalu możemy już nawet parkować auta. Gość (Grek z pochodzenia) co ma przydrożny zajazd, był na tyle elastyczny i dobrze nastawiony, że nie dość, że pozwolił nam się za parę groszy tu wciskać, to jeszcze odbyliśmy sympozjum na temat polskiej wódki i krajowych dziewuch ;P.
Jeździliśmy kilkuosobowym składem. Mucha i Wojtek kręcili sie wokoło komina bo ten ostatni dopiero pobiera nauki endurowego rzemiosła. Reszta (Tomcio, Józek, Borowik i ja) wbiła sie w teren żeby obadać okolicę. Przeskoczyliśmy parę fajnych podjazdów, trochę single tracków, dużo mokradeł i , o dziwo, łąk! Specjalnie nie byłem za tym, żeby orać nowalijki ale jadąc na końcu praktycznie i tak poruszałem się już po kartoflisku :/.
Musieliśmy w międzyczasie przeorganizować trasę bo wjechaliśmy na strzelnicę gdzie panowie trenowali oko. Raczej nikt z nas nie chciałby położyć się od rykoszetu, dlatego ten kawałek ugoru omijaliśmy z daleka.
Oglądając na kompie ślad GPS doszedłem do wniosku, że zjeździliśmy niewielką część terenu jaki brałem pod uwagę przed wypadem. W sumie to plus bo okazuje się, że Maybrook oferuje więcj niż sie spodziewałem :).

Wojtek i Mucha
Tomcio i Józek
Taki kloc a dał się pokonać jak bezbronne baby ;P
brudas
chabeta brudasa

Krew, mocz i łzy

Tak skomentowałby tę jazdę mój motocykl, gdyby mówił. Drugi wyjazd na piachy był z tych konkretnych. Szkoda, że nie mam dokumentacji filmowej, byłoby przy czym wnosić toasty ;P. Moja "ćwiartka" pokazała, że nie straszna jej rywalizacja z big bike'ami. Nawet na krótkiej skrzyni kąsała tak, że mogłem się delektować zdziwionymi spojrzeniami chłopaków od dużych kalibrów. Uczucie bezcenne i satysfakcja budząca pychę . Konsekwencją tych wzlotów był zgon zestawu zębatki - łańcuch. Dobreee!


Pustynia 20.03.11



Jak pomyślałem, tak zrobiłem 😁. W ostatnią niedzielę wybrałem się ze znajomymi na piachy w okolice Lakehurst, NJ. Pogoda była wymarzona, rano lekki chłód ale koło południa miodzio. Jeździłem sam, quadowcy pojechali w swoją stronę. Okazało się, że z chyba pięciu skrzynek jakie wbiłem w nawigację osiągalna była tylko jedna. Drogi do pozostałych prowadziły przez bagna i dostać się tam szło tylko od strony ulicy a ja z ruchem miejskim nie mam nic wspólnego. Dotarłem więc do wybranego cache, położonego w świetnym miejscu. Mała górka ale widok z niej kapitalny, na South Jersey nie ma takich miejsc wiele. Wpisałem się do dziennika geocachowego, zrobiłem pare fotek i pojechałem dalej w szczęśliwości 😊.
Na plus zaskoczył mnie motocykl. Nie wiem czy z racji tego, że to pierwsza jazda w sezonie czy obiektywnie sprzęt chodził lepiej niż kiedykolwiek. Wymiana świecy na irydówkę poskutkowała płynną pracą silnika co dało się odczuć w przyspieszeniach i reakcji na otwarcie przepustnicy. Bomba!
Rachunek sumienia: potłukłem się trochę po okolicy, zakopałem się w bagienku, raz omal nie pocałowałem się z quadem, zgubiłem kamerkę (na szczęście nie permanentnie), spotkałem dziką zwierzynę nastawioną pokojowo 😉. Reasumując, rozpoczęcie sezonu (choć króciutkie) uważam za udane, biorąc nawet pod uwagę bóle zakwasowe 👍.












Profile for Radspeed

Endurocaching???

Pomyślałem sobie, że jak już mi przyjdzie poniewierać się samemu po zadupiu, to może chociaż jakiś cel sobie wyznaczyć? I tak zrobię. Przetestuję Geocaching na motocyklu 🙂. Wiele nie trzeba. Do odbiornika GPS załaduję listę najbliższych skrzynek na terenie do którego jadę i powącham 😜. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Na dobry początek łatwizna (tak mi się wydaje). Jutro jadę na piachy, tam jest płasko i nieciekawie w sumie, dlatego opcja "szukaj" może wzbogacić odczucia. Tak więc, "myli panstwo", sezon się otwiera! Relacja wkrótce 😊...

Jak Feniks z popiołów

Trzystapięćdzisiątka... Prawda, że trudno przeczytać? Producenci przez parę dobrych lat nie mogli sobie z tym poradzić. Umarła klasa średnia wraz z Suzuką DR, Husabergiem i Huską. Czy naprawdę 350 była niesłuszna, że ludzie tego nie brali? Tak, nie brali skoro przestano to produkować! Aż dziw bierze, że tak się złożyło. Długi czas brakowało złotego środka, czyli maszyny, która byłaby porównywalnie lekka do klasy 250 a niewiele słabsza niż 450. Pierwsza ruszyła się Huska z jej TE 310, to był dobry prognostyk. Motocykl się udał co chyba zdopingowało KTMa bo najpierw crossówką SXF a wkrótce endurką będą wojować w "nowej – starej" klasie. Ja na to zacieram rączki i oby jak najszybciej ruszyła produkcja seryjna. Moja sztuka też wiecznie żyć nie będzie i za jakiś czas czeka mnie przesiadka. Na 350? Byłoby pięknie!


Podróżować z głową :)

Wybierając się w teren nie mógłbym się obyć bez nawigacji satelitarnej. Lubię wiedzieć gdzie jestem i gdzie mam szansę dotrzeć. W przeszłości używałem urządzenia Garmin Vista HCx. Dopóty, dopóki sam go nie uśmierciłem 😕. Praktycznie z konieczności zacząłem korzystać z telefonu na platformie Java bo taki był pod ręką. Z pomocą przyszedł program TrekBuddy. Jest to naprawdę przydatna aplikacja, mająca zadziwiająco dużo funkcji. Nie jest to typowa nawigacja z kalkulacją trasy. Wszystko opiera się na wyznaczeniu pozycji po czym, w oparciu o odczyt naszego położenia geograficznego, możemy obrać właściwy kurs. Jest możliwość zapisu śladu przebytej trasy jak i wyświetlenia śladów archiwalnych aby wg nich poruszać się w terenie. Niezbędnym dodatkiem do tego zestawu jest kompas. Najzwyklejszy magnetyczny, nie elektroniczny. Po prostu zwykła tarcza zatopiona w wodzie przemawia do mnie najbardziej 😉. Jak w skrócie to wszystko wygląda? Banalnie! Ładujemy odpowiednią warstwę mapy z atlasu i czekamy aż sprzęt złapie fixa. Jeśli mamy kontakt z wymaganą ilością satelitów w prawym górnym rogu ekranu zaświeci się zielona kontrolka. Automatycznie krzyż nawigacji pokaże nam pozycję w której aktualnie się znajdujemy. Domyślnie w ustawieniach programu zaznaczona jest opcja "azymut względem północy" co oznacza, że mapa zawsze będzie się wyświetlać północą do góry ekranu. I o to chodzi, tak jest najwygodniej. Jeżeli nasz cel jest np. na wschód od miejsca w którym jesteśmy, wystarczy zerknąć na kompas, obrać kierunek "E" i w drogę! Nie ma szans na pomyłkę, chyba, że odczyt wskazań kompasu przerośnie nawigatora 😜. I najważniejsze - mamy możliwość, za pomocą odpowiedniego oprogramowania (Mobile Atlas Creator), stworzyć mapy np. z serwisu Google Maps. Czyli "do wyboru, do koloru" - mapę terenową, mapę drogową i mapę satelitarną. Czegóż można chcieć więcej? Garniak Vista nie obsługiwał takich map. Jednak w najnowszej linii "outdoorowców" tej firmy dodano funkcję "Custom Maps", która to właśnie umożliwia.
Używając Visty nie raz krążyłem w kółko bo niestety kierunek jazdy tenże odbiornik pokazuje bardzo niemrawo. Tzn. trzeba być w ruchu, żeby móc odczytać w którą stronę podążamy. Na postoju nie ma szans ustalić w jakim kierunku jesteśmy zwróceni. W dodatku wtedy GPS lubi sobie "pływać" co skutecznie utrudnia orientację. Tego problemu nie ma, jeśli działam wg opisanej wyżej metody z TrekBuddy. Zaoszczędzam czas, paliwo i własne nerwy. W dodatku jestem w stanie zrobić większy przebieg. A o to przecież walczę 😀. 
Nie będę się rozpisywać na tematy techniczne dotyczące telefonu, zewnętrznego odbiornika GPS (jeśli aparat telefoniczny nie posiada wbudowanego) czy samego oprogramowania. Jeśli ktokolwiek uzna moją metodę za słuszną bez problemu znajdzie na sieci szczegóły. Powodzenia!


kompletny zestaw "Trekarza"
P.S. Zapomniałbym! Prawdziwym minusem mojego zestawu jest wodoodporność. A raczej jej brak 😕. To dlatego, mimo wszystko, wkrótce "przesiądę się" na Garmin Oregon 450. Tam będzie obsługa Custom Maps, wodoodporność i porządny, elektroniczny kompas trzyosiowy. Tefalon z Trekiem oraz busola będą jednak na podorędziu, w camelbaku. Zawsze, bo je polubiłem 🙂.

Mechaniczna pomarańcza

Uwielbiam ten motocykl! Udało mi się wyrwać go w dobrej cenie jako tzw. leftover czyli rocznik wychodzący. Przyjechał do mnie ze stanu Illinois, zahaczając po drodze o Kalifornię 👀. Serio, to nie żart! Gość, któremu zleciłem ściągnięcie sprzęta do NJ miał fantazję. Trzeba mu było zarobić na transporcie łodzi to myknął sobie z moim moto na drugie wybrzeże, jakby nigdy nic 😳. A ja kudły ze łba rwałem bo nie wiedziałem co się dzieje. Cwaniaczek nie odbierał telefonu i nie odpisywał na e-maile. Po kilkunastu dniach jednak mój KTM dotarł do mnie i przeszły mi fochy. Było zajebiście, to przecież mój pierwszy fabrycznie nowy sprzęcior! Okazało się, że zamysł przejścia na 250 cm3 był strzałem w dziesiątkę! Motocykl lekki, pięknie zwrotny i żwawy tak jak można sobie tego życzyć. Jeśli jeszcze będzie chciał jeździć bezawaryjnie następny sezon to wystawię mu pomnik, hehe. Wpakowałem w niego trochę grosza, nie powiem. Ale były to inwestycje w akcesoria a nie w serwis 😉. Nie wymagał wiele jeśli chodzi o części. Zmieniłem tylko klocki hamulcowe na tyle. Poza tym regularnie olej i filtr, co 3 jazdy. No i po każdym śmiganiu czyszczenie filtra powietrza, smarowanie łańcucha oraz ruchomych części moto, które wyglądały na potrzebujące tego zabiegu. No i oczywiście dokładne mycie bo należę do tego niewielkiego procenta populacji "endurowców" co wychodzi z założenia, że sprzęt musi być osrany na jeździe ale czysty w garażu. Teraz czeka mnie regulacja luzów zaworowych i zrobię to w najbliższym czasie. Dołożę jeszcze nówki gumy, zestaw zębatki + łańcuch, zmienię rączki na kierze i zamontuję akcesoryjne dźwignie sprzęgła i przedniego hamulca. Dokupiłem takie zmyślne dziwadło - Sunline V1 MDX. Kumpel je ma i już zdążyło zaprezentować swoje możliwości na plus 👍. 
Zatem zakasuję rękawy, zakładam onuce, walonki i lecę do garażu na obrządek 😀. Jak nie dziś to jutro... Albo pojutrze 😜.

before
after

Fakty z przeszłości cz. 2

Parcie na jazdę miałem kosmiczne. Ale przecież nie wyjadę na ogródek 😕. Nikt ze znajomych nie kumał klimatu więc nie było punktu zaczepienia. Temat stanął w miejscu. No ale od czego jest Google? Wyszperałem forum na którym znalazłem ludzi co zostawiają odcisk gumowej kostki w błocie! I w dodatku są z mojej dzielnicy! Polacy!!! Skorzystałem z ich pomocy (dzięki chłopaki!) i teoretycznie mogłem zaczynać ceremonię. Ale co się okazało? Jazda jest ale typowo unergroundowa. Zresztą w każdym cywilizowanym kraju po "zielonym" nie jeździ się ot tak. Tym bardziej, jeśli to "zielone" to prywatna posesja 😟. A w mojej okolicy, mocno zurbanizowanej, ziemi niczyjej nie użyczy. Jedyne wyjście to dymać półtorej godziny na południe NJ żeby pośmigać na piachach (również prywatnych) albo trzy godziny do Pennsylvanii na kopalnie. Jest też jeszcze upstate NY i ekstrem w tamtejszych górach ale też drogi trzeba nałożyć niemało. Wydało mi się to nonsensem ale... Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma 😶. Trzeci sezon gonię siwka co dwa tygodnie w trasę i się cieszę. Weszło mi to w krew i chwalę to sobie. Ostatnio śmigaliśmy w składzie trzyosobowym i mam nadzieję, że w nadchodzącym sezonie też będziemy. Tymczasem trzeba myśleć coby godnie przygotować się do jazdy na wiosnę. Ale to już przyszłość 😉.

P.S. Przez grzeczność względem byłego sprzęta chciałbym jeszcze przybliżyć sylwetkę mojego pierwszego "czteropaka", następcy Huski. Był to starszawy EXC 400, który w moich rękach odzyskał perfekcyjną kondycję. Silnikowo bomba, na zawieszenie narzekałem i dlatego poszedł dalej. Szacun dla niego!👍

KTM EXC 400