Dwie ostatnie konkretne jazdy w tym roku


RORR i Hammer Run - dwa dualsportowe eventy, które zakończą ten sezon. Na obu planujemy być bo warto skorzystać jeśli ktoś proponuje zorganizowaną zabawę. Zamieszczam oba flyers'y.





Jeszcze coś na zachętę ;).


A gdzieś tam w Sardynii...


Chluby to blogowi na pewno nie przynosi, że o tak znamienitym wydarzeniu nadmienia dopiero teraz. Sześciodniówka we Włoszech kwitnie, choć biorąc pod uwagę, że to już piąty dzień to należało by raczej powiedzieć, że zmierzcha :/.
Jeśli nawet większość atrakcji już za nami to warto jednak wbić się na stronę www.fim-isde2013.com, żeby przekonać się co straciliśmy ;).
Czym człowiek starszy tym więcej zawodów enduro przegapia - chciałoby się rzec i splunąć na glebę...

swojaki!!!

"Kupujemy Kateemy"


"Świat oszalał" - donosi reporter portalu "Ędurołej". "W salonach u "pomarańczowych" wieczne kolejki, zapasy opróżnione a ludziom wciąż mało! To już nie moda, to wręcz epidemia! Nie mieć w garażu KTMa to wbrew filozofii nowoczesnego obywatela kuli ziemskiej. Pod hasłem "Kupujemy Kateemy" kryje się ogólnoświatowy ruch protestu przeciwko wszystkiemu co nie pomarańczowe. W skrócie - lejemy na Putina, lejemy na komisję Macierewicza, lejemy na kryzys gospodarczy, lejemy na chujową pogodę w weekend! Ten modernistyczny trend zawładnął zarówno maluczkimi jak i personami zasiadającymi po Bożej prawicy. W tym drugim gronie notujemy nowych posiadaczy mainstreamowej, austriackiej marki - dobrze wszystkim znanego bywalca "garfilowskich" salonów, miejscowego celebrytę - Jacksona, jego przyjaciela Bladego Józka oraz niejakiego Adama M., swego czasu rekordzistę w spożywaniu bananów z bułką.
Z tego co mi wiadomo, najgorliwszymi poplecznikami akcji "Kupujemy Kateemy" są byli właściciele maszyn ze stajni Husqvarny. Krążą legendy o skatowanych prawie na śmierć Huskach, zamykanych w komórkach z węglem. Nie dysponuję na dzień dzisiejszy materiałem dokumentującym te przerażające sceny ale jak już zrobię te fotki to nie ominie mnie gloria w konkursie World Press Photo.

A teraz garść dostępnych faktów:


dwusetka Jacka
"tri-fifti" Józka
"ćwiartka" Adama (fot. ze strony Redbulla)
>TUTAJ< parę słów na ten temat



-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No ale nie dajmy się zwariować. Nie samym KTMem człowiek przecież żyje! Na ten przykład mój młody zaczął edukację w przedszkolu. Aż miło popatrzeć :D.


Rycerz szuka miodu?


David Knight, można powiedzieć, że specjalizuje się już w zmianie barw teamu. Był KTM, Kawasaki, niedawno Honda a aktualnie... Sherco! To (chyba) nie żart. Wg jego zapewnień będzie startować czterosuwową TRZYSETKĄ! To już wogóle mnie zabiło. Przecież wiadomo, że to chłop jak dąb i 450 się pod nim uginała. Jakoś nie mogę go sobie wyobrazić na trzysecie ale kibicuję bo jego wybór potwierdzać będzie słuszność mojej starej tezy, że jeśli chce się coś w tym sporcie osiągnąć to nie można brać na garba dodatkowych kilogramów. Tendencja do downgradingu zatacza coraz szersze kręgi i nie mówię tu tylko o zawodowcach. Każdy amator o zdrowych zmysłach nakrywa plandeką DRZy, KLRy i inne podobne charakterem zawalidrogi a przesiada się na lekkie i poręczne, coraz to wydajniejsze silnikowo sprzęty. Tylko patrzeć jak z mojej czterysety naród będzie szydzić :/.




Nawet ładny :)

Emergency!!! - Dual Sport w Newark, NY


Nie dawniej jak w sobotę widziałem się z Tomciem. Ostatnio z rzadka wpadamy na siebie więc jakoś tak spontanicznie zareagowaliśmy na swój widok. Wychwyciłem jego posturę pośród zgiełku ulicy, w sumie zrobiliśmy to jednocześnie. Wyciągnęliśmy się w łuk, żeby wynieść nasze pozdrowienie ponad  nieznośne zagęszczenie materii, występujące w naturze gdzieś do wysokości lamperii. Magnetyzm sytuacji sprawił, że znaczną odległość nas dzielącą zniwelowaliśmy nie bacząc jak odbierze to teoria fizyki. A my potrafimy być szybcy nie tylko na dwóch kołach ;). Jeszcze tylko grabula na przywitanie i do konkretów.

Nie udało nam się ustawić z jazdą na niedzielę bo obowiązki... Tomuś jednak napomknął coś o "dual sportowej" imprezie w niejakim Newarku. Oczywiście nie tym z którym prawie sąsiadujemy ale nowojorskim. Zresztą nieważne, liczy się, że znów jest okazja wyrwać się na dwudniowy wypad.
Termin nieodległy, podobno przyszły miesiąc więc powoli trzeba "obwąchiwać" sprawę. Obiecał, że skontaktuje się z koleżką , który naraił temat i wkrótce będzie wiadomo co i jak.
-"No to siemano"- powiedzieli i się rozeszli...

Taki już jestem, że jak se na necie pożądnie nie posiedzę chociaż ze dwie godziny dziennie, to mnie trzęsie. Dlatego w niedzielę po południu, przypomniawszy sobie o sprawie zacząłem wpisywać odpowiednią frazę do "Googla". Na moje zapytanie "dualsport newark ny" otrzymałem konkretne przekierowanie.
No i aż mi w dwunastnicy zabulgotało :(((. Piętnasty wrzesień!!! Kurwa, no to żeśmy zaszaleli, impreza właśnie się odbywa! Bez nas!!! Musiałem uspokoić temperaturę ciała mocno schłodzonym czteropakiem...
Już dobrze... Chociaż gniew pozostał to zatamowałem chociaż krwawienie z nosa. Ponownie mysz w dłoń i próbuję brnąć przez ten niełatwy temat bez emocji.
-"No to gdzie to, kurwa, jest?"
Teraz na tapecie mapy Googla. Wpisuję "Newark, NY" i z zamkniętymi oczami uderzam ENTER. Czekam, choć wiem, że wynik już jest. Próbuję w myślach oddalić nawrót agresji.
Uchylam powiekę w prawym oku... No, iiiiiiii.... ..... .... Jeeeeest!!! Haha!!! Trzysta mil od nas! Pies go jebał w takim razie! Można się brać za drugi czteropak :D.

Jaki z tego morał? Nie wiem ale okazja do wypicia znakomita :).



Już bliżej niż dalej ;)



No, panowie! My tu "gadu gadu" a obowiązki naciskają! Nikt za nas na Quarry Run nie pojedzie, a chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę, że to nasz "zasrany" obowiązek reprezentować biało - czerwone barwy na jednej z najważniejszych imprez enduro w centrum wszechświata :). Glaca wiadomością na czacie a ja postem na blogu o tym przypominam. I zarazem zarządzam co następuje:

- Robotę i obowiązki domowe w najbliższy weekend odrzucamy definitywnie i bez odwołania.
- Motocykle, ubiór i wyposażenie przygotowujemy na dzień poprzedzający wyjazd.
- Ubezpieczenie maszyn uaktualniamy bo to zawsze warto mieć, w razie (odpukać) kłopotów...
- Zaopatrujemy się w suchy prowiant i trunki (o nich niech nikt "nie daj Bóg" nie zapomni bo biada nam).
- Zabezpieczamy sobie nocleg (namiot, śpiwory itp.)

Myślę, że w połowie tygodnia musimy mieć dogadane co i jak. Pojedzie solidny, sprawdzony skład. Wyliczam (alfabetycznie) - Borowik, Glaca, Jackson, Jadzik, Jędrek, Józek, Max, Piter, Tomuś + ja. Razem dziesięciu chłopa, śmiało można się lać jakby ktoś potrzebował ;P.
Trzeba obdzwonić "obcokrajowców", może ktoś jeszcze by się załapał.

Na stronie Bear Creek Sportsmen jest odnośnik do zapisów na imprezę. Myślę, że warto wcześniej zapłacić bo zostaje parę groszy w kieszeni po upuście jaki oferują w przedpłacie. No i nie trzeba rano stać w kolejce tylko idzie się, podaje nazwisko, dostaje koszulkę i z wypiętą piersią stałego bywalca przechadza po polu campingowym ;). Ja już jestem po zabiegu, $94 za dwa dni - wszystko pasuje :). Bogaci zapłacą po $60 na dzień kupując w dniu imprezy ;P.

Link do przedpłaty - >kliknij tutaj<

Dla spostrzegawczych - kto rozpozna co znajduje się na zdjęciu w powyższym linku? Odpowiedzi kierujemy na blogowy czat. Zwycięzcy proponuję "brudzia" na Quarry ;). Rozstrzygnięcie pojawi się w poście po imprezowym, gdzie wymieniony zostanie laureat konkursu ;P.

P.S. Dziś po wyjściu z pracy zastałem taką oto grafomanię na siedzeniu w aucie. Jakiś maniak wrzucił to przez uchyloną szybę. Ludzie gadają, że to był gość w brązowym kapeluszu. Uważajcie na siebie, niezrównoważonych fanatyków KTMa nie brakuje!


First Place done by Borowik


Nie było ale jest. Nie chcę za dużo gnieść klawiatury, wstawiam zdjęcie, ono wszystko wyjaśnia. To wisiało w powietrzu, chociaż słuchając potyczek słownych niewielu dawało temu szansę. Z mojej strony gratulacje, doceniam sportowy upór i konsekwencję. Oczywiście pogratuluję każdemu innemu, jeśli będzie ku temu podobna okazja :).



Las Sosnas - odsłona druga :)


Najnowszy "składak" Maxa, dobrze, że chociaż on coś robi. Ja męczę bułę nad jakąś ciekawą czołówką i już w Final Cut zrobił mi się "traffic" ;). Parę rzeczy mógłbym złożyć ale nie chcę tego puszczać bez blogowego loga. "Soon", jak mawiają starzy górale ;). Tymczasem coś z południa naszego stanu, uchwycone szklanym okiem GoPro :).

P.S. Numer z żółwiem genialny! :D


W poszukiwaniu kwiatu paproci ;)


Prawdziwy harcerz dba o swój ekwipunek, o swoje plany i swoich druhów. Nasza ekipa uznaje zasady opaczne - ekwipunek ogranicza do paczki fajek i Redbulla, o planach dyskutuje tylko w kontekście jak zwykle nieudanej eskapady, a racje swojego druha? Zawsze można je olać, nie ma przecież "mondżejszego" ode mnie...
Remont instalacji elektrycznej w świetle księżyca - szkoda klawiatury...
"Niezwykle trafne" decyzje co do przebiegu trasy, skutkujące napadami ziewania - www.żal.pl...
Śmiało można by o tych wszystkich akcjach napisać książkę. Coś na kształt zbioru anegdot z życia ofermy...

Ale nie ma co drobnostkami bździć przy damach ;). Ogólnie było wesoło i jazda poszła całkiem sprawnie, choć się nie zanosiło.

South ma swoje duże plusy. Jest w miarę niedaleko, lasy niezbadane rozciągają się aż do załamania horyzontu a ludzi na tej mega połaci ze świecą szukać. Inna sprawa, że do szukania wytypowano tu odpowiednią ekipę. Wytropili nas zanim jeszcze zdążyliśmy przyodziać zbroje. Mimo, że już po zmroku i prawie w ciszy rozpakowywaliśmy się w stałym miejscu, to nie przegapił tego faktu dzielnicowy. I kiedy skierował na nas rażące światło "szperacza", poczułem w powietrzu zapach kłopotów. Wszystkie pięć głów nagle pochyliły się do zawiązywania sznurówek, których -nota bene- w butach crossowych nie użyczy ;P. Po chwili palenia głupa musieliśmy jednak stawić czoła zaistniałej sytuacji. Najdziwniejszą rzeczą na świecie okazało się to, że cop nieomal zaczął przepraszać, że nas niepokoi. Przyjechało jeszcze dwóch, jednakowo skruszonych. O mandacie nie było nawet mowy, wspólnie przeszliśmy do jedynego właściwego tematu konwersacji - szukaniu zastępczego "lokum" na dzisiejszą noc. Nie chcieliśmy wywierać na nich presji, tym bardziej, że widać było, że starają się skupić i rozwikłać ten niezręczny dla nas wszystkich temat. Żaden salomonowy wyrok nie zapadł ale uzyskaliśmy "błogosławieństwo" i jakieś luźne, acz szczere sugestie od stróżów prawa. I niech ktoś mi teraz powie, że glina w Ameryce to bezmózgi osiłek, co rozdepcze każdego na marmoladę, jeśli mu z rana nie posmakuje pączek i kawa. Bzdura! To są chłopaki "do rany przyłóż", o czym przekonaliśmy się na własnej skórze. Po tym wszystkim męczyła mnie jedna myśl - czy pod tymi wykrochmalonymi, pachnącymi kamizelkami kuloodpornymi nie kryły się przypadkiem złote, offroadowe serca? Teraz już do tego nie dojdziemy ale fakt faktem, że życie potrafi czasami zaskoczyć z grubej rury ;).

Na myśli mieliśmy całego loopa ale w miarę upływu czasu i mil zapał stygł, przynajmniej u mnie. Nie chodzi o to, że miałem jakieś "ale", tylko, że najzwyklej w świecie zaczęło mnie morzyć. Największy kryzys miałem gdzieś nad ranem. Zresztą każdy łypał już błędnym wzrokiem i wyglądał o 15 lat starzej ;P. Rytmu biologicznego nie da się oszukać, noc jest do spania. Zatem jeśli już decydować się na takie wypady, to najlepiej po poobiednim małym wyrku, wtedy energia się odpowiednio zbilansuje i można pomykać bez uczucia znurzenia. Trzeba będzie to wziąć pod uwagę.

Były fajne momenty - ciasne i porośnięte single, bajora po kolana, zdradziecki kopny piach, mgła nad polami żurawinowymi i wieża obserwacyjna. Następnym razem nastawiamy się na szukanie ciekawych singli, których tam nie brakuje, wystarczy zboczyć ze żwirowych "autostrad" :).

Nie byliśmy w tej włóczędze sami. Nad jeziorem przy ognisku balowała ekipa i jeździli jacyś jeepowcy. Quady też można było usłyszeć. Natomiast tam gdzie zapędziła się nasza karawana, lęgła się już tylko dzika zwierzyna i leśne licho. Coś a'la koniec świata o zapachu iglaków. Wrócimy tam niebawem :).

Dodać trzeba, że nasz pomysł na rozrywkę był dosyć nietuzinkowy ale data sprzyjała temu jak nigdy. Była to najkrótsza noc w roku, zwana Świętojańską. Całkiem przypadkowo ale fajnie wpasował się w kalendarz ten nasz wariacki event :).


pełnia księżyca jak na noc Kupały przystało :)
z daleka wygląda jak UFO
przerwa techniczna
5:25 rano, tak wita dzień
 prawdziwy enduroonanista ;P

HUSaria znów razem


Mowa o Husqvarnie i Husabergu - obie marki znów będą produkowane jako bliźniacze. Historia lubi się powtarzać bo przecież swego czasu te szwedzkie potęgi offroadowe zarządzane były z jednego fotela. Finalnie od niedawna wszystko to jest w kotle KTM'a, ponieważ właśnie ten koncern przejął Husqvarnę od BMW a Berga od dawnych inżynierów Huski. Niezły mętlik ale właśnie tak wygląda dziś biznes.

Udało mi się znaleźć zdjęcie prototypu, będącego dzieckiem tego kazirodczego związku ;P.

BERGarna???