Wszedłem od tak, z ciekawości bo dawno tam nie byłem - na espeedway.pl. I co widzę? Dziś naszym późnym wieczorem zaczyna się najważniejsza żużlowa impreza sezonu - pierwsze zawody cyklu Speedway Grand Prix. Jestem wyraźnie opóźniony tej wiosny, totalnie zaskoczyło mnie to, że "to już!". Nie wiem co jest grane...
Tradycyjnie zaczynamy w Nowej Zelandii. To już dwudziesta odsłona tego cyklu gdzie o indywidualne mistrzostwo świata na żużlu będą walczyć najbardziej gorące głowy tego biznesu. Zabraknie naszego asa - Tomka Golloba, który wycofał się z tej rywalizacji dając miejsce młodszym, chociażby Hampelowi, który jak co roku jest faworytem do tytułu ale co roku braknie mu jednego kroku do najwyszego podestu. Może tym razem?
P.S. Jak widać "legalna" transmisja internetowa staje się powoli standardem także w sportach motorowych. To cieszy!
Dla ciekawskich - na Ustream mam zarejestrowane 3 części z ostatniego biesiadowania w garażu. Od razu przestrzegam - można zdechnąć z nudów, jest nawet gorzej niż w "Nad Niemnem" a myślałem, że tej granicy przekroczyć się nie da ;P. W dodatku jest to niemy film, zrobiłem tak z szacunku do słuchaczy ;P. Desperatów łaknących niskobudżetowych, garażowych wypocin zapraszam i przepraszam ;).
AKTUALIZACJA - linki niestety straciły ważność ale uchował się poniższy screenshot :).
No to mamy szansę zacząć sezon z grubej rury. W lutym jeszcze nigdy na Dual Sporta nie jechaliśmy ale w tym roku jest szansa. Paru wariatów się zbierze i już widzę jak gile spod kasków będą zwisać ;P. Może być wesoło i... zimnoooo ;P.
Z tego to też powodu, jeśli miałby on nastąpić jutro to przynajmniej się dziś dobrze napijcie ;P. A jakby się jednak odwlekło, to żeby następny rok w zdrowiu upłynął, czego Wam i sobie życzę.
Życzę też żeby spotykać się i cieszyć jazdą jak do tej pory bywało. I to w tym pełnym, starym gronie, jeśli nie szerszym. Zabrakło bowiem niektórym szczęścia w tym sezonie, dlatego niech 2014 będzie łaskawszy. I ci co ich nie ma z nami niech dołączą, bo zawsze gdy ktoś z grupy odpada to smutniej o tego jednego, sami chyba przyznacie.
Jak co roku w Sylwestra mam jakieś tam noworoczne postanowienia, które gdzieś koło 10 stycznia przejdą pewnie do historii ;). Powalczę żeby podreperować swoją frekwencję na wyjazdach, nie mówię tu o rewolucji i śmiganiu co tydzień ale jednak częściej niż w tym sezonie. Na blogu też przydało by się robić więcej hałasu, żeby wogóle miał rację bytu. Myślałem też o wskrzeszeniu enduronj.com bo zarosło jak rower w pokrzywach, a szkoda. Zrobię prosty test - jeśli poprzecie mnie na czacie - działamy. To niejako warunek bo jeśli komuś będzie się chciało klikać na blogu to jest szansa, że forum też będzie żyło. Dla samej idei nie ma co się za to brać, musi być konkretny odzew.
Fajnie by było jakby sytuacja Barana wyjaśniła się na dniach, Max wyleczył kolano po kontuzji a "wielcy nieobecni" zaczęli robić to co robili do tej pory jak chłopy. Pożyjemy - zobaczymy.
Mam też skromne plany co do wakacji w nowym roku. Borowik gadał coś o Meksyku ale olać to, jest lepsza idea. Zaklepałem wyjazd w zajebiste tereny z zajebistym towarzystwem. Czekają tam na mnie, nie ma tygodnia, żeby nie było telefonu. Jakby co to mogę jeszcze kogoś wkręcić. Tyle, że dyskrecja obowiązuje bo zapowiada się ostra jazda (a nasze baby tego nie lubią) i ciepłych kluchów mi tam nie potrzeba. A póki co na zachętę klip, niech się oblizują ci co nie pojadą ;P.
Dostałem cynk, że brak Mikołaja na blogu to sponiewieranie uczuć religijnych i dobrych manier. Wobec tych niewątpliwie słusznych zarzutów, naprawiam całą niezręczną sytuację. Ale zastrzegam, wierszyka nie będzie bo utknąłem gdzieś w połowie a czas nie z gumy i publikować gwiazdkowe wypociny w okolicach nowego roku to obciach ;).
Dojadajcie resztki wigilijnych wędlin, dopijajcie wódkę i żyjcie w zdrowiu do następnych Świąt! I żebyśmy za rok w komplecie mogli zrobić garażową imprezę!
Tak, tak panowie - Brown był o krok od tytułu ale to nasz człowiek tego wieczora był lepszy :D. A to właśnie ten wieczór miał być decydującym o prymacie w amerykańskim endurocrossie Anno Domini 2013.
Jak to dobrze, że mam nawyk regularnego sprawdzania poczty emailowej. Borówka wysłała mi linka, pod którym rozgrywka z tegorocznego finału była transmitowana na żywo. Odebrałem go późnym wieczorem i kliknąłem z przekonaniem, że już po herbacie. O dziwo zrobiłem to w samą porę bo po wyścigu amatorów a potem kobiet, przyszedł czas na główne danie wieczoru :). W przedbiegach, takiej rozgrzewce dla publiki najlepszy czas wykręcił Tadeusz B. To był dobry prognostyk na najbliższą przyszłość ale... to jest przecież sport i wszystko może się wydarzyć...
Jak wszyscy wiemy w cywilizowanym świecie obowiązuje słuszna zasada ciszy nocnej. Nie jestem wyjątkiem i przestrzegam jej, tego samego oczekując od sąsiadów. Jednak wczoraj w sposób niezamierzony a nawet niekontrolowany zignorowałem te zalecenia. A wszystko było wynikiem nagłego skoku adrenaliny po tym co zobaczyłem na torze w Vegas. Nie ma co gadać, to trzeba obejrzeć:
Genialny przebieg wyścigu jeśli chodzi o starcia między Brownem a Błażusiakiem, normalnie dobre kino akcji :).
Wszyscy byli zaskoczeni wyjątkowo śliskim i ciężkim technicznie torem. Nawet Tadek nie chce myśleć o ponownym ściganiu w takich warunkach ;).
Ciekawostką jest to, że wg relacji Błażusiaka, David Knight, jego odwieczny rywal - zachował się nadzwyczaj fair, pomagając Tadkowi uporać się z motocyklem po upadku na łuku wypełnionym drewnem. To jest sport na najwyższym poziomie i kultura na najwyższym poziomie. Szacunek dla Knighta!
A ja co mogę? Wysączyć pianę za kolejny tytuł Taddiego :). Gratulacje!
P.S. Podziękowania dla Borowika i Glacy, że motywują mnie do działania na blogu. Dzięki Panowie :).
Pozdrowienia dla wciąż nieobecnego - Barańskiego. Mam nadzieję, że wkrótce pierdolnie tymi "wakacjami" i w komplecie zrobimy "Annual Christmas Garage Meeting" :).
Gości bez nóg jeżdzących na "byle czym" widziałem, gościa bez ręki pomykającego supermoto też. Ale żebym spodziewał się zawodnika bez ręki na motocrossie, to już ponad moją bujną wyobraźnię. Ten film to "lektura obowiązkowa" dla baletnic co narzekają na rąbek u spódnicy. Mocne!
Słoneczko niby świeci ale jak sobie pomyślę, jak taki czyściutki górski potoczek potrafi być lodowaty to gęsia skórka na worach mi wyłazi. No ale zuch był chłopak, poszło mu nadzwyczaj sprawnie :).
Co tu można dodać ponad to co zostało powiedziane? Jest idea, której grupa pozytywnie nastawionych ludzi zamierza podołać. Można im w tym pomóc a tym samym pomóc poszkodowanemu w skutek wypadku motocykliście - Markowi. A raczej "Markowi" bo nie jest to jego prawdziwe imię. Jego dane zostały "zaszyfrowane" aby o nieszczęściu nie dowiedziała się jego mama.
Sytuacja skomplikowana do granic możliwości - chłopak bez nogi, rodzina bez głównego żywiciela i matka, która nie może się dowiedzieć o sytuacji bo stres z tym związany mógłby zagrozić jej życiu.
Ja tam będę by dołożyć swój maleńki wkład w całą sprawę. Zachęcam.
P.S. Wyciąłem fragment z życzeniami powrotu do motocyklowej pasji. To trochę tak jakby w domu powieszonego gadać o sznurze. Motocykl siłą rzeczy musi zejść w takiej sytuacji na drugi plan. Teraz przed nim wyzwanie powrotu do normalności, co związane jest w dużej mierze z powrotem do szarej rzeczywistości. W tym trzeba go wspierać i pokazać, że nie tylko jesteśmy dla niego kumplami od dwóch kółek ale kompanami w życiu. A to więcej niż dzielenie pasji, znacznie więcej...
Zeszej nocy w wyniku obrażeń jakich doznał na skutek upadku na trasie rajdu Baja 1000, zmarł utytułowany amerykański zawodnik - Kurt Caselli. Początkowe doniesienia o pułapce na jaką najechał Kurt nie potwierdziły się, prawdopodobną przyczyną tragedii była kolizja z jakimś niewielkim zwierzęciem, co orzekli członkowie jego teamu po oględzinach zniszczonego motocykla. Kurt zmarł w wyniku ciężkiego urazu głowy.
Los czasem daje się wspiąć na sam szczyt, czego doświadczył również Caselli. Był wielce utalentowanym i wszechstronnym zawodnikiem co podkreślają znawcy tematu, a to dało mu wiele spektakularnych sukcesów w jego karierze i uczyniło tuzem tego sportu. Dziesiątki efektownych klipów, setki pucharów, tysiące fanów i miliony westchnień nad jego talentem - życie jak w bajce. Dopóki Ktoś się o Niego nie upomniał...
Z naszej stony jeszcze jeden, wirtualny symbol szacunku dla jego pamięci - [*]