Historia pewnej szafki

Wchodząc ostatnio do garażu i patrząc na swój kącik dostawałem mdłości. Zrobiłem przez parę ostatnich miesięcy taki burdel, że znaleźć coś tam to była prawdziwa męka. Za bardzo nie wiedziałem co z tym począć. Posprzątać mi się nie chciało, wyrzucić szkoda, i tak źle i tak niedobrze... Wstyd bo Baran wszystko zorganizował sobie pięknie. Przytaszczył solidną szafę, na niej postawił taki plastikowy słupek z półkami i ma spokój.
 Siadłem wreszcie któregoś wieczora i zacząłem wertować ogłoszenia w necie dotyczące sprzedaży odpowiedniego mebla. Znajdowałem czasem coś w miarę konkretnego ale albo za daleko albo po nieciekawej cenie. Z używkami po jakimś czasie dałem sobie spokój, poszedłem na strony dużych sklepów i tam wypatrywałem okazji. Sytuacja podobna, jak już fajna rzecz to kosztuje walizkę pieniędzy.
 Zdecydowałem się wreszcie na małą szafkę Task Force z Lowe's. Za tą cenę, biorąc pod uwagę moje niewygórowane wymagania, to byłby dobry wybór. Pojechałem do sklepu, odszukałem towar i poprosiłem żeby zapakowano. Zapakowanoby gdyby nie to, że sfatygowany egzemplarz, który mieli na wystawce, jest jedynym na stanie. No przecież nie mogło być inaczej, psia jego mać...
 Człenio zaproponował żebym pofatygował się do najbliższego Lowe's w Paramus bo tam jeszcze mają. Wytłumaczył z grubsza jak mam jechać, ja przytaknąłem chociaż tak naprawdę to gówno zrozumiałem. Nie bywam tam za często, mimo, że to rzut beretem od chałupy.
 Wróciłem się do domu, odszukałem lokalizację przez Google Maps, "wbiłem" w GPS i nawrotka :].
 Praktycznie już po nocy zajechałem na miejsce, do dużego mall'a gdzie jednak parę razy wcześniej przecież byłem... ale Lowe'sa za "Chiny Ludowe" tam nie widziałem! I teraz jak spod ziemi też nie wyrósł! Objechałem ze trzy razy wokoło placu, przepatrolowałem najbliższy teren i się poddałem. Oczywiście pianę z pyska wytoczyłem i parę "zjebek" przypadkowym przechodniom za krzywe spojrzenie też się dostało.
 Plan na prędce ustaliłem chytry. Jak będę wracać zajadę jeszcze do Harbor Freight Tools bo to po drodze. Zdawało mi się, że widziałem tam kiedyś jakieś "cabinety".
 Wlazłem i faktycznie, jest parę sztuk, może nie żadna rewelacja ale za to w możliwych cenach. Kręciłem się, zaglądałem, otwierałem, trzeba przecież zrobić rozeznanie. I kiedy tak zamyślony wpatrywałem się w głęboką czerń jednej z szaf poczułem na sobie obcy wzrok. Podnoszę głowę i widzę, że gość stoi i łypie na mnie. Nie wyglądał na pedała ale też jakoś tak bez jasnego stanowiska ustawił mi się "face to face". A że nie wierzę ludziom chodzącym w sandałach późną jesienią, pytam:
-"Łot?"
On, rozejrzawszy się powoli najpierw w lewo, potem prawo, przysunął się do mnie jeszcze o krok. Coś mnie tknęło, jakoś nie bardzo miałem z nim przyjemność.
- "Co jest, do k**wy nędzy?"- pomyślałem.
Wreszcie półgłosem ale wydusił z siebie:
- "Chcesz to kupić?"
- "Oglądam ale może i wezmę, a co?"
Gość ponownie rozgląda się płochliwie i przygarbia jak, nie przymierzając, niejaki Tofik .
- "Zdradzę ci tajemnicę"- szepcze.
- "Hę?"
- "Możesz zrobić bardzo dobry interes."
Kurwa, albo chce mi sprzedać coś czego kupować nie wolno albo sam nie wiem, może chce jednak, żebym go zapiął?!
- "Jaki interes, man?"
- "A bo widzisz, jeśli chcesz to coś kupić w dobrej cenie, to w gazetach o tematyce offroad, o starych samochodach i podobnych, są kupony zniżkowe!" - tu już śmielej lecz dalej po cichu, zagadnął.
 Kamień spadł mi z serca... Ucieszyłem się z wiadomości o kuponie również ale przede wszystkim, że on nie w sprawie wciągania czy tym bardziej dymania... I niby mnie uspokoił ale, nie wiedzieć czemu, jak najszybciej chciałem go spławić. Nawet sprawnie mi to poszło bo jak zacząłem się jąkać po angielsku to sam, nie zwlekając, zakończył spotkanie polubownym -"take care". I rozwiał się gdzieś między półkami...
 Trochę mi było głupio bo wyszedłem sam przed sobą na buca, gość był w porządeczku, chociaż taki typowy amerykański dziwak :).

 Teraz stanąłem przed innym problemem, gdzie kupić jakąś konkretną gazetę, gdzie znajdę te kupony? Moment, w Walmarcie jest stoisko z prasą!

 Już w pierwszym tytule znalazłem tą wkładkę. Nie pasował mi jedynie model szafki na którą była promocja. Przewaliłem trochę makulatury i w "Motorcyclist" znalazłem dokładnie to o co mi chodziło.


 Mogłem "po polsku" wyrwać z gazety ten kawałek i wyjść paląc głupa ale zachowałem klasę. Odstałem swoje w kolejce do kasy i z jedną prasą pod pachą wyszedłem dumnie, odprowadzony niedowierzającymi spojrzeniami nieszczęśników, co mają po 200 produktów w wózku :).

 Wróciłem do HFT, poprosiłem o zestaw, zapłaciłem i jakiś przyjazny, chociaż dziwnie zakręcony koleś, wywiózł mi meblościankę ze sklepu. Wreszcie...

 Składanie tego wynalazku odłożyłem na później. Jak się okazało może i lepiej, że tak wyszło. Miałem w międzyczasie okazję odwiedzić stronę na której kupujący oceniali ten produkt. Przygotowany byłem więc na "pewne niespodzianki" :).

 Nie dalej jak wczoraj nadszedł wreszcie ten dzień. W garażu pojawiłem się z Baranskym i "Andrzejem od trialówki" (nie obrazi się może za ten tymczasowy przydomek).
 Bez przekonania rozparcelowałem pierwszą paczkę (było ich trzy). Dokręciłem kółka (niestety plastikowe) do spodu szafki i posmarowałem smarem litowym"szyny" szuflad. Tutaj ujawniła się pierwsza wada sprzętu. Jakiekolwiek tłuste środki osiądą choćby w minimalnej ilości na jego powierzchni, zostawiają plamy praktycznie nie do usunięcia. A to z tego powodu, że blacha jest pomalowana "na chropowato". Może i wygląda cool, dopóki nie zazna syfu. Zresztą, olać to. To jest wyposażenie garażu, to siłą rzeczy będzie po jakimś czasie nieświeże. Jebał to pies :).
 Co dziwne w środku znalazłem plamy z zaczątkiem korozji, a to już lekka przesada. Wychodzi na to, że jeśli ktoś przypadkiem splunie albo najszczy mi na szafkę, to biedna skona w męczarniach od ataku rdzy... Zajebiście... Trzeba ja będzie w takim razie zabezpieczyć jak podwozia samochodów i będzie po sprawie ;P.

 Ciekawostką, za którą inżynierowie zza biurek powinni dostać order uśmiechu, jest fakt, że każdy z segmentów trzeba otwierać oddzielnym kluczem! Na osłodę pozostaje jedynie, że każdy zameczek i każdy kluczyk mają maluteńkie cyferki, po których można je elegancko"sparować". Dla mnie bomba! :]
Aha, za pamięci - dobre 15 minut walczyłem z WD40 w ręku, żeby górny "lock" łaskawie dał się namówić do współpracy...


 Następny "kwiatek" to rygiel do zamykania dolnej części, trzech szuflad i drzwiczek. Jest tak złośliwie zrobiony, że aby go (za przeproszeniem) "wyjąć z dziury", trzeba zapuścić szpony. Wtedy może jakoś łatwiej byłoby go oderwać od matni. Zdrowie inżynierów po raz drugi!


 Na deser został prawdziwy hit - śruby do mocowania uchwytu z boku szafki. Odbiór techniczny przeprowadzał prawdopodobnie ślepiec więc nie dziwota, że nie pasują do wywierconych otworów...

 Gdybym miał ocenić zakup to nie siliłbym się na filozofowanie. Sprawa jest prosta - zestaw jest tyle wart ile za niego dałem. Mimo paru minusów bilans i tak wychodzi na jego korzyść. Ma 11 szuflad + dolna półka, jest mobilny, zamykany i kosztuje niewiele w porównaniu z konkurencją.

 Jestem zadowolony. Ale nie czujcie się, panowie z Harbor Freight Tools, że zrobiliście mi łaskę tym kuponem rabatowym. Za inną cenę niż promocyjna bym się nie skusił...
 Aha, jakby co, wy też macie u mnie talon!... Na kurwę i balon!!! Bleeee :D...


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

UWAGA! Aby dodać komentarz nie musisz się logować. Wystarczy kliknąć na opcję Nazwa/adres URL i wpisać swoje imię lub ksywkę.
Śmiało! :)
Każdy wpis musi być zatwierdzony więc proszę o cierpliwość. To dla dobra kultury dyskusji i zachowania pewnych standardów na blogu. Innymi słowy - admin nie śpi, żeby pisać mógł ktoś ;P.