Kajne grence

 Bozia mi świadkiem, że chciałem się powstrzymać ale nie szło 😇.

Sounds goooood...

Nie wiem czy jest to pierwsze video z obcowania z GS'em 450 w realu ale innego jeszcze nie spotkałem. Rozumiem, że wyszedł on z etapu konceptu i to jest wersja produkcyjna. Bez dwóch zdań, życzyłbym sobie tego!
Moje zmysły poniewiera 💥. Wygląda jak dzieciątko nowego GS'a 1300, zachowując w DNA to co w "rodzicu" najlepsze, z drugiej strony ciesząc się tym, że nie jest objuczony trochę wstydliwymi wadami "tatka". Tym, że tu i ówdzie coś wizualnie szwankuje... Jestem nawet w stanie stworzyć teorię, że więcej ma ze swojego "dziadka" - GS'a 1250 👏 . Jest fajniutko 👌.


Please, please, please....



Co za żałosna menda... Przez takich wszyscy dosiadający motocykli traktowani są jak wariaci. Beksa jebana... 😤

Samotność motocyklisty...

Tuż przed północą w dzień zakochanych, taki mem...

Koszmary cholerne 👺

Pół nocy się wczoraj przewracałem. Trzymało mnie praktycznie do samego rana. Nie wiem jakie miałem ciśnienie ale stres jaki przeżyłem we śnie był chyba jeszcze bardziej natarczywy niż w realu 😕...

Do normalnych chyba nie należę skoro tak mnie rzucało na myśl o stracie motocykla. "Wyświetliło" mi się, że ukradli mi Yamachę 💙.

Byłem gdzieś na jakichś zawodach a'la hare scramble, z tym, że było to w Polsce. Jechałem po trasie wyznaczonej taśmami. Wiły się zakręty a błoto waliło spod koła jak głupie. Nie wiem, czy przy upadku, czy jakimś stopie zostawiłem na chwilę motocykl. Dosłownie na moment odwróciłem się w inną stronę a po chwili już go nie było. Latałem wokoło jak oszalały ale nikt nic nie widział! Włączył mi się tryb "desperat" i zacząłem odwalać jakieś dziwne akcje względem ludzi wokoło. To "śledztwo" doprowadziło mnie jednak na trop złodziejaszka. No i tu zostałem totalnie rozje****! Okazało się, że zamieszany w to był mój znajomy, z którym kiedyś miałem okazję pojeździć w terenie, kiedy był na wakacjach w Stanach! (to już realna historia)
Młody, sympatyczny człenio. Jakże mi było przykro... Nie pamiętam czy we śnie odzyskałem moje moto ale jak już się wybudziłem to zbiegłem do garażu. Stała... 🙏


😘

Niech mnie kule biją!!!

Tak, wiem, to przecież tylko "chinol"... Ale ale... to jak ktoś ten motocykl zaprojektował, jeśli chodzi o "look" zwala mnie z nóg! (o, zrymowało sie 👏 )

Jest nowy KTM 390 Adventure ale jak patrzę na jego przedni błotnik to mam wrażenie, że za deską kreślarską u pomarańczowych zasiadł jakiś wiekowy Chińczyk, zabrany wprost z pola ryżowego. Ten co w latach 90 projektował maszyny, które potem ktoś składał w stodole albo nawet na wolnym powietrzu bo na takie wyglądały. W ogóle ten model KTMa wygląda jakby był przyduszony czymś ciężkim zaraz po złożeniu, jest jakiś taki jamnikowaty 😶... I nie chodzi mi o jechanie po KTMie, to wciąż jest (mimo dużych kłopotów o których wszyscy już wiedzą) topowa marka. Chodzi o przykład a w tym przypadku jest on jaskrawy, jak na moje oko.

Te światy motocyklowe, które jeszcze niedawno oddzielone były murem i każdy z nich posiadał jasno określony status, teraz się przenikają. I to przenikają w sposób niedostrzegalny zmysłem wzroku. Gdyby przekleić loga znanych producentów na dzisiejsze motocykle z największych chińskich fabryk to nikt nie byłby w stanie wywęszyć ich faktycznego pochodzenia 😮 . Już jakiś czas temu mówiło się, że u Chińczyków następuje ewolucja. A ta ewolucja przekształciła się w rewolucję i chyba cały świat jest tym osłupiony. Oni jadą po tym wszystkim jak walcem!!! A to dopiero początek, mam wrażenie 😊...



Nein, danke!!! 😵

P.S. A tak w ogóle to nachodzi mnie myśl - kto tu od kogo już za chwilę będzie się uczyć? Chińczycy właśnie opracowali nowy model AI, który jest ileś razy tańszy od amerykańskiego. Uuuu, nie tak miało być, prawda? 👻

Lepszy Stary Motocykl niż nowe Długi? KONSUMPCJONIZM (BLUE MOON - Vlog)


Mój komentarz to tego filmu na YouTube:

"Po obejrzeniu i wysłuchaniu Twojego odcinka mam taki oto wniosek - każdy powinien być kowalem SWEGO losu. Każdy powinien prowadzić SWOJE życie po swojemu. I dopóki tak się dzieje to jest ok. Jeśli wezmę nowy motocykl na raty bo nie stać mnie na wyżyganie całej kwoty na raz, i mam co do tego pewność, że tak właśnie chcę postąpić, to spoko. Nawet jeśli obłożone jest to uzależnieniem od dochodów, to też jest ok. Jeśli wszystko to prowadzi do spełnienia WŁASNYCH marzeń, to super! Największym jednak nierozsądkiem jest robienie czegoś “bo wypada”.

- "Bo koledzy mają, to i ja powinienem mieć!" 👽

Właśnie to uzależnianie się od opinii innych jest chore. A dziś jest to powszechne...


Jeśli o mnie chodzi to lubię świeże rzeczy, nie ukrywam. Motocykle zawsze kupuję nowe albo “praktycznie nowe” bo i takie mi się zdarzyły. Jestem uczulony na to, że poprzedni właściciel mimo zapewnień, które zawsze padają, nie dbał o maszynę tak jakbym zadbał o nią sam. To jest rodzaj jakiejś fobii i wiem, że ludzie którzy mnie znają tak na to patrzą. Z tym, że nigdy nie przepłacam, szukam aż znajdę dobry “deal”. Wynajduję specyficzne ogłoszenia i weryfikuję je szczegółowo. Tak mam i jak do tej pory wychodzę na tym bez “wtopy”.


Inna sprawa, że mam charakter zakupoholika ale w tym nałogu próbuję nie dać się ponieść w stronę totalnego szaleństwa. A nie jestem bogaczem z dziada pradziada, żyję z pracy swoich rąk. Inwestuję w swoją pasję bo to uwielbiam. Jestem jednak na tyle nierozsądny, że mogąc jeździć motocyklem, który będąc w pełni sprawnym dowiezie mnie wszędzie, inwestuję w akcesoria i inne “cuda-wianki” czasami bez uzasadnienia. Przeglądy zawsze robię sam i na długo przed “książkowym” limitem. I to też pożera kasę...

Dlaczego postępuję to w ten sposób??? Bo sprawia MI to radość i reszta mnie je***!!! 😄"

Robim, co możem!


Co tu dużo mówić - powrót do "tego" sportu nie wyszedł mi okazale. Można nawet stwierdzić, że doszło do blamażu. Usprawiedliwienia są i to bardzo logiczne. Niesmak jednak pozostaje i gdzieś tam podgryza honor, choć boleści z tego powodu nie zamierzam mieć. Tym bardziej, że jeszcze będzie dobrze 🤘. 

Za wiele sobie nie obiecywałem. Było jasne, że 9 długich lat bez jazdy endurakiem odbije mi się czkawką. Masa czynników po takim czasie działa na niekorzyść. Nie może zatem dziwić moja słaba forma i problemy z adaptacją na nowej furze. A te były kolosalne. Ale po kolei...

Zacznę od tego, że przygotowałem się godnie. Wszystkie zakupy jakie poczyniłem na okazję powrotu do offroadu okazały się trafne. Buty, protektory, kask, odzież - wszystko pasowało, rozmiary były odpowiednie i generalnie czułem się w nich dobrze. Inna sprawa, że brałem poprawkę na to, że dobieram owe dobroci do nieforemnego ciała jakim aktualnie dysponuję. Dlatego tu i uwdzie coś mnie jednak trochę nienaturalnie opinało. Z chęcią się z tym nie pogodzę i postanowię zrzucić parę kilo. Zobaczymy jak to wyjdzie...

 
Planowałem wyjechać o 6 rano ale wieczorem pękło kilka piwek więc szósta okazała się za dużym wyzwaniem. Koło 8am obudziła mnie małżonka z pytaniem:
- " I co, jedziesz?"
Do tej pory nie wiem czy był to wyraz jej zaangażowania w plan mojej wyprawy czy raczej wypomnienie wspomnianego poprzedniego wieczoru i "kilku piwek" 😏. Nie ważne. Ważne, że wstałem i odpaliłem mojego "starego Stara" objuczonego Yamaszką oraz całym ekwipunkiem. 

Prawie trzy godziny telepałem się do "legendarnego" St Clair. Dzień wcześniej wykupiłem sobie permit na jazdę po terenach Famous Reading Outdoors przez cały rok. Myślę, że to w miarę rozsądny deal. Trochę ponad dwie stówki na sezon za dostęp do legalnego śmigania na dużym obszarze. W dzisiejszych czasach warto za taki luksus zapłacić parę złotych. Dlaczego tak mówię? Bo realia się zmieniły. Kiedyś jeździło się tu "na dziko", szabrowało bo była fantazja. Co prawda nigdy z zamiarem narobienia komuś szkody ale mimo wszystko ze świadomością, że wbijam się w status nieproszonego gościa. Co było to było, dziś jest możliwość uniknięcia tego typu kłopotów więc je omijam. Nie ma wtedy strachu, że ktoś się przypieprzy, że auto zaparkowane na prywatnej posesji i nie wiadomo czy się je zastanie po powrocie z terenu. Poza tym jest fajny parking, jest rampa do ładowania quadów/moto, jest myjka ciśnieniowa i w razie czego ekipa, która może wspomóc gdyby wydarzyło się coś niespodziewanego. To mi się podoba...

Na bramie powitała mnie sympatyczna dziewczyna, zeskanowała kod z emaila i życzyła miłego dnia.

Ubierałem się jak zwykle bez pośpiechu, celebrując każdą następną warstwę przyodziewku. Lubie tak sobie "czilować" jak jestem sam. Od zawsze tak miałem. To rodzaj rytuału, który ma być swoistym protestem przeciwko codziennemu pośpiechowi. 

Już po pół godzinie, ugoszczony Red Stripe'm x 3 byłem gotów do ataku 💪. Odpaliłem furę i widowiskowe "pyr, pyr" po ubitej glinie... okazało się prawie nie do wykonania! Nie mogłem zmienić biegu!!! No, po prostu! Odzwyczaiłem się od jazdy w "betonowych bucikach"... 😵
Gaerne SG-12, to kultowe chodaki, które przekonały mnie dużą ilością plastiku wokół piszczeli. Powiedziałem sobie, że moja lewa noga albo będzie śmigać z najlepszym możliwym zabezpieczeniem albo nie będzie śmigać w ogóle. Po prostu dwie ostatnie kontuzje i późniejsze operacje uczyniły ją praktycznie bezużyteczną nawet do joggingu a co dopiero mówić o sportach ekstremalnych 🥴...

Jak sobie przypominam, to miałem w "terenowych" butach jeździć nawet na "Sztylecie" ale nie jestem konsekwentny. Teraz, po wczorajszym doświadczeniu w terenie, doszło zwątpienie w taki układ. Te buty są tak twarde, że nie wiem czy się "rozchodzą". Zabiły mi czucie w dolnych odnóżach, czego się nie spodziewałem bo nigdy wcześniej nie wystąpił u mnie taki problem! Musiałem też zamówić do nich ponadwymiarowe paski do klamer bo przy tych fabrycznych nie mogłem dopiąć cholewy na lewej nodze. Opuchlizna między kolanem a kostką do dziś jest tak duża, że noga "uwięziona" w bucie chce eksplodować 😬. Trochę pomaga noszona na codzień skarpeta uciskowa, więcej zrobić się nie da...

Szkoda, że nie miałem kamery na kasku. Ona co prawda nie odczytuje ciśnienia krwi i stężenia trójglicerydów ale chyba poprawnie zarejestrowała by mój sakramencko ciężki oddech i szlochy przeplatane soczystą klątwą. To była zapaść, tyle, że karetka się o tym nie dowiedziała bo byłby OIOM 🥵.

Nie mogę powiedzieć, że to była przyjemność. To była mordęga. Natomiast ze starych czasów zostało mi tylko jedno ale za to najważniejsze - "kocie ruchy"💪😎. Mimo kilku podbramkowych sytuacji nie dałem się zaskoczyć. Gdzieś ten zmysł, który błyskawicznie pozwala ocenić a poźniej właściwie zareagować nadal jest w szerokim wachlarzu moich możliwości 😝. A to jest absolutny mus w tej zabawie! ☝

Zrozumiałem, że do nowego moto i odziewku muszę przywyknąć, jak zawsze. Trzeba odzyskać kondycję przez zredukowanie wagi. Zredukować wagę, natomiast, mogę przez zmianę diety i ograniczenie chlania. Do zrobienia... 🙂


ładne ale nie "łaskawe" 😆

-------------------------------

Druga jazda już mnie cieszyła. Trochę pozmieniałem w ustawieniu motocykla. Pogrzebałem lekutko przy zawieszeniu (na pierwszej jeździe było zbyt agresywnie i twardo) i zmieniłem położenie dźwigni zmiany biegów. Dzięki temu lepiej czułem sprzęt a trakcja była naprawdę zadowalająca. Powiem więcej, ani razu nie zdarzyła się jakaś niespodzianka ze strony zawiechy, chociaż po rozgrzaniu organizmu zacząłem poczynać sobie bez kompleksów ✌. Nadal potrzeba wielu godzin jazdy na motocyklu i abstynencji w weekendy aby poczuć swobodę ale było na prawdę spoko, jak na drugi raz po "wysiedleniu z jazdy terenowej".

Silnik w mojej Yamasze ma typowo sportowy charakter. Jest bardziej nerwowy niż to było w KTM 250 XCF, którego kiedyś ujeżdżałem. Tam było bardziej przewidywalnie, trochę przyjemniej oddawał moc w każdym zakresie. Tu jest bez kompromisów. Łatwiej go wprowadzić do galopu ale i łatwiej przydusić na niskich obrotach. Jest bardziej "zero-jedynkowo" i do tego trzeba się przystosować aby móc korzystać z jego mocy bez zawahania.

Co do YZty to jak zwykle na akcesoria i "bzdeciki" poszło pewnie ze dwie tygodniówki, choć obiecywałem sobie, że nie dam się wpuścić w wydatki, które nie są niezbędne. Wyszło jak zawsze... Poczynając od aluminiowego skid plate, przez oświetlenie przód/tył, do zestawu oklein na plastiki. Jak małe dziecko... 😇

Las jak las 😜

Wracając do "drugiej rundy" na FRO - zmieniłem miejsce parkingowe na główny plac mieszczący się w Darkwater. W porównaniu z St. Clair więcej tu płaskiego terenu jeśli chce się popróbować sprzętu, chociażby go dotrzeć. W lesie, ciężkim terenie to nie do końca dobry pomysł dlatego przemieściłem się i to był dobry ruch.

Oprócz otwartych przestrzeni blisko parkingu jest oczywiście, przede wszystkim, piękny system ścieżek. Powiedziałbym, idealnych do weekendowej jazdy endurowej 😊. Trudność techniczna szlaków jest zróżnicowana, co jest bardzo fajne. Są lajtowe - "zielone" i "czarnuchy", na których najlepiej byłoby mieć Christini 2WD (skądinąd kozacki sprzęt z japońskim rodowodem a produkowany w Pennsylvanii). Każdy może wybrać jaki styl chce uskutecznić. Ja jechałem po prostu przed siebie z zamiarem dotarcia do pobliskiego miasteczka, w którym na części ulic jest dozwolony ruch pojazdów niezarejestrowanych. "Sołtys" Minersville jakiś czas temu wydał takie rozporządzenie, które ma być ukłonem w stronę rzeszy offroadowców, którzy chętnie przekąsili by coś ciepłego, zatankowali pojazdy i nacieszyli oko widokiem miastowych dziewcząt 👧😁.

Co mnie zdziwiło - nie było gęstego ruchu na trasach. Najczęściej mijałem SxSy, czasem quady i chyba najrzadziej motocykle. Z drugiej strony jadąc samemu nie czułem się jak rozbitek bo w razie czego ktoś co jakiś czas się pojawiał na horyzoncie. Nie zauważyłem nikogo kto by "fisiował", "mordował śmierć" itp. Generalnie spokój i tony jazdy... 👌

Nie dane mi jednak było napoić się  i pożywić bo czasowo byłem do tyłu. Zacząłem dosyć późno, potem dłuższy czas eksplorowałem las, który był najbliżej parkingu i dopiero potem wjechałem na ścieżkę do miasteczka. Obawiałem się, że obsługa po 5pm zamknie bramy i pójdzie do chałupy a ja zostanę, jak ten głupi, na parkingu do następnego dnia. Okazało się, że powrót (znając już trasę) poszedł jak po sznurku i zameldowałem się przed czasem. Była jeszcze garstka ludzi, którzy już się zbierali. Spakowałem wszystkie swoje "bambetle", "Djobła" wtachałem na pakę i pognałem ku zachodzącemu słońcu, wyznaczającemu drogę do centrum wszechświata - Lincoln Park, NJ ✌.

To był fajny i obiecujący lepszą przyszłość, dzień... 👍 








tapetka dla osłody 😜

Czego to ludzie nie wymyślą 😜

Trafiłem na to przy okazji szukania skarpety na tylny amortyzator. Koleżka ogarnia jeszcze inną, dużo bardziej kuriozalną robotę 😄.

@lifeofliamreid You guys can use any can you want as long as its a tall can not 12oz! #HausLabsFoundation #lifeofliamreid #mx #enduro ♬ BIG MAD - Ktlyn

Powrót na stare śmieci 👊

Aż tak bardzo nie bolało, mnie przynajmniej. Małżonka zdaje się też nie odczuła dyskomfortu więc luz 😉. Mechaniczna istota choć wyczekiwana od dawna zapełniła garaż dosyć niespodziewanie, trzeba to przyznać.

Co ciekawe, dałem już zadatek na KTMa. Byłem umówiony w Solid Performance, że w ciągu tygodnia przygotują maszynę do odbioru. W ostatniej chwili doczytałem jednak, że w rocznikach 23/24 występuje problem z przekonstruowaną ramą. Dlatego odpuściłem, choć cena zachęcała pokaźnym rabatem. W decyzji pomógł mi Borowik bo potwierdził, że w jego motocyklu z rocznika 2023 zawieszenie pracuje bardzo topornie. Jednocześnie nie mógł się nachwalić Yamahy, która wg niego ma idealny zawias KYB. Biorąc pod uwagę, że "niebieska" była jedyną alternatywą dla KTMa kiedy planowałem zakup, nie mogło być lepszego bodźca niż jego porada. Znalazłem odpowiednią sztukę w Wheel Sport Center, dealera w NY, jakieś 40 min jazdy ode mnie. Proponowali dobry deal bo była obniżka na rocznik 2024 o $500 i do tego będąc rezydentem New Jersey nie musiałem płacić podatku przy kupnie ✌.

Całkiem sprawnie obrobiliśmy się z papierami i w strugach deszczu wtaszczyłem motocykl na rampę. Desperacka walka z pasami trwała dobre 10 minut więc wlazłem do auta jak prosto z wanny 😑. Do wczoraj cała tapicerka śmierdziała butwiejącym nalotem bo przez cały tydzień nie mogłem ze względu na ciągły opad wywietrzyć szoferki.
Już w garażu oglądając i głaskając motóra podłączyłem moduł do sterowania mapami zapłonu i wtrysku z poziomu telefonu - fajny bajer 😊. Zrobiłem do tej pory kilka rundek po ulicy ale oprócz trochę kwadratowej jazdy nie zaznałem wielkich uniesień bo nie chcę robić chlewu sąsiadom. Co mogę powiedzieć o sprzęcie? To co w tym przypadku można powiedzieć - "nówka sztuka, nie śmigana!"

W czterech sklepach internetowych już się krzątają z zamówieniami ode mnie. Upuściłem krwi z portfela i już niedługo będzie bombardowanie paczkami z akcesoriami. Sporo tego, nawet więcej niż zawsze, trochę mnie poniesło. Ma prawo, parę długich sezonów rozłąki wywołało wrażenie niedosytu i teraz będzie tego żniwo. Ze dwa dni zajmie mi montowanie tego całego ustrojstwa. Że o butach, które są w drodze, nie wspomnę. Szarpnąłem się na Gaerne SG12, kultowe chodaki znalezione na SALE'u. Budzą moje zaufanie bo mają sporo plastiku wokoło piszczeli a to ważne szczególnie dla mojej lewej nogi 😓.
Strój wierzchni mam gdzieś jeszcze nowy, w paczce się ostał. Kask pożądny jest, ochraniacze dobiorę. Wstępnie mam plan wystartować na docieranie za trzy tygodnie. Wykupię jednodniowy pass na AOAA albo nawet roczny abonament na tak miły mi FRO. Tam hektogodziny wyjeździliśmy przecież, niebo pod kołami, same dobre wspomnienia👏. No i Lost Trails, tak samo zacne miejsce choć dużo skromniejsze areałowo. Coś się wymyśli... Do końca roku jest też parę eventów Dual Sport, z Hammer Run na czele. Już "wiszą" one wszystkie w moim kalendarzu. Nawet nie będę się zastanawiać, muszę tylko "transport" dopracować bo jemu już dawno przysługuje emerytura a ja ciągle gonię go do roboty 😎.
Jednym słowem - cieszę się na to wszystko jak każdy zdrowy chłop w kryzysie wieku średniego 💪😁. Niech żyje brak rozsądku!!! ✌

P.S. No i oczywiście znów będę mieć możliwość uzasadniać postami "offroadowość" tego bloga ☺.

niebieski "Djobeł" 👹

Widać błotnik - jest dobrze 😜

Szlachetne geny (jazda testowa MV Agusta)

Pojazdy MV Agusta raczej rzadko spotyka się na drodze, a tym bardziej na bezdrożach. To są drogie motocykle z niewieloma punktami dilerskimi w Stanach. W Belleville, NJ jest jeden, potem na mapie pustka. Kiepścizna... 👎

Ta włoska, utytułowana w sporcie marka ma coś w sam raz dla tych co lubią posiąść nietypowe rzeczy nie zawracając sobie głowy wyliczaniem współczynnika opłacalności danej inwestycji. Irracjonalne? Oczywiście! Najlepiej smakuje to z owocami morza, drogim winem i kimś, kto jak zwykle poklepie po ramieniu. Dlatego zawziąłem się, żeby przez chwilę też móc popróbować tego "miodu" 😉.

LPX jeszcze jako Lucky Strike

Na Facebooku Motorcycle Mall zamieścił post ze zdarzeniem DEMO RIDE. Byłem już na Suzuki, na Yamasze, Indianie i widziałem jeszcze więcej ale generalnie nic zaskakującego. Natomiast MV Agusta to jednak inna bajka. Nie powiem, żebym miał dreszcze ale szykowała się całkiem ciekawa konfrontacja...
Sugerowali żeby być trochę wcześniej niż zaczyna się akcja. Po to żeby zająć sobie miejsce w kolejce bo kto pierwszy ten lepszy. Pojawiłem się "na styk" i poczułem co znaczy powściągliwość w porannej mustrze. Zabukowałem jazdę dopiero na 2:30 po południu czyli zjebałem sobie co najmniej pół dnia. Zdarza się, nikt od tego nie umarł więc... 😏.

Mój pierwszy wybór, jeszcze na etapie analizy przed kompem w domu to był Turismo Veloce.  Motocykl trochę podobny w charakterze do mojego "Sztyleta" choć przeznaczony bardziej pod turystykę ze względu na owiewkę. Zmieniłem jednak plan kiedy doszło do mnie, że oferowany będzie LXP Orioli czyli nie lada gradka dla ADV świrów. Wyprodukowano jedynie 500 sztuk tego cacka więc tym bardziej "trzeba". Silnik, tak jak to w MV Agusta, trójka w rzędzie - wspaniale. Będzie możliwość sprawdzenia czy w takim podwoziu jednostka o tej charakterystyce ma sens. Mówiąc szczerze, gdy dotarły do mnie plotki o ADV z silnikiem CP3 doprowadziły mnie do mokrych snów. Yamaha oficjalnie do tej pory niczego nie potwierdziła ale nawet jeśli przejechałbym się czymś innym o podobnej filozofii technicznej to dawało by to jakiś obraz jak mógłby prezentować się wysoko zawieszony, trójcylindrowy turystyk 👀.

No i wreszcie siadłem 😎. Wysoko oczywiście ale na palcach dotykałem ziemii obiema stopami. Czyli znośnie. Próbowałem zmienić tryb jazdy na Sport ale nie mogłem na szybko przebrnąć przez mocno rozbudowane menu na dużym, efektownym ekranie. Pan z obsługi dodał, że nie będzie mi to do niczego potrzebne. A byłoby bo chociaż na krótką metę, to mógłbym sprawdzić dynamikę sprzęta wiedząc, że to jego max. Trudno, pojechałem na trybie Touring.

Dumny ze "swojego" sprzęta Edi
Reakcja na gaz typowa dla "trójki", czuć "mięsień" od dołu. Zbiera się równo i przyjemnie, nie ma wrażenia nerwowości choć samo prowadzenie ujawnia swój charakter już na pierwszym skrzyżowaniu, kiedy moto wymaga trochę siły, żeby wpuścić je w skręt. To zapewne ta "dwudziestka jedynka" na przodzie. Potwierdza mi się zatem myślenie, że nie brałbym w przyszłości nic z dużym przednim kołem bo tak na prawdę przydaje się ono przede wszystkim w ciężkim terenie a od tego są lekkie, sportowe endurówki, tak to widzę.

Sprzęcior jest wykończony i wygląda tip-top. Także cena jest z tegoż "kręgu". Moto w każdym szczególe pokazuje swój królewski rodowód. Trudno się oprzeć temu urokowi, chociaż kiedy wraca trzeźwy umysł pojawia się pytanie - "co z niezawodnością, co z obsługą serwisową, co akcesoriami?" I na to pytanie nie znam odpowiedzi ale w każdym z tych zagadnień może pojawić się jakiś "haczyk". Bo to przecież Włoch pełną gębą a z nimi wiążą się różne historie... 😏 

Ogólnie za krótki to był dystans żeby sprawiedliwie ocenić ten motocykl. To była raczej przekąska niż smakowity obiad. Tak to już jest na jazdach testowych - zrobić małe kółko wokoło komina, pstryknąć fotkę i tyle. Ale warto było, chociażby po to, żeby choć chwilę poobcować z tą kultową marką i bardzo rzadkim motocyklem jakim jest MV Agusta w limitowanej wersji ku czci wielkiego wojownika motosportu, jakim był swego czasu EDI ORIOLI 👏. 

P.S. Ciekawostka - zaraz po jazdach zawisła na tym moto kartka "SOLD". Widziałem pana w wieku, który określa się jako "midlife crisis" wraz z jego wyjątkowo uroczą towarzyszką 👸. Towarzyszki wartało pozazdrościć, ale portfela nie mniej...




Nie FINAL ale COUNTDOWN to na pewno!!!

Jakie to głupie pomyślałby ktoś mądry... Jest 3:45 rano, wyspać by się należało a on z boku na bok bo kmini, że już za cztery godziny na drugim końcu świata zacznie się SEZON ŻUŻLOWY!!! 😀
Dosyć tego padołu! Igrzysk nam trzeba, igrzysk!!!
Zacznie się od Memoriału im. Bronisława Idzikowskiego i Marka Czernego czyli wydarzenia, które jest jednym z najstarszych w kalendarzu tej dyscypliny sportu motorowego. Obsada w Częstochowie będzie jak zwykle zacna, choć do składu Speedway Grand Prix jednak nie porównywalna, mimo kilku wspólnych nazwisk. Najważniejsze, że zawarczą i się poprzepychają przed startem ligi. A zaraz potem co będzie? Jak co wiosnę zacznie się rumor wśród kibiców i gorączka w klubach. No i jak tego nie lubić?! 😎

 



UPDATE:
Po pierwsze, budzik zerwał mnie o godzinę za wcześnie względem rozpoczęcia zawodów. Mądra głowa nie wzięła pod uwagę, że w Polsce nie było jeszcze przestawienia czasu 😜.
Po drugie, ściganie choć na poziomie, jak to często się zdarza, przegrało z pogodą. A szkoda bo przerwanie żużla, przy jego wrodzonym napięciu jest jak, nie przykładając, przerwanie "spółkowania" 😅. Trzeba się jednak cieszyć "z wejścia" a to było całkiem udane wg mnie. Gratulacje dla Doyle'a i tych co uplasowali się za nim! Doyle'owi dodatkowo należy się jeszcze pozazdrościć. Szczęście to jest coś czego na wędkę złapać się nie da a on je dziś po prostu miał. Rzecz tyczy się ostatecznego rozstrzygnięcia o zwycięstwie, które przypadło mu dzięki losowaniu. Czyli co nie dojechali to dolosowali 😉. A skoro zasady "fair play" nie zostały tu w żaden sposób podeptane to przyklepujemy to jak jest! 👍


Wyniki:

1. Jason Doyle – 8 (2,3,3)
2. Bartosz Zmarzlik* – 8 (2,3,3)
3. Leon Madsen – 7 (3,2,2)
4. Maksym Drabik – 6 (3,0,3)
5. Brady Kurtz – 6 (3,2,1)
6. Norbert Krakowiak – 5 (2,3,0)
7. Kacper Woryna – 5 (2,3,-)
8. Fredrik Lindgren* – 5 (w,2,3)
9. Mikkel Michelsen – 5 (3,1,1)
10. Mads Hansen – 4 (0,2,2)
11. Rohan Tungate – 4 (1,1,2)
12. Tobiasz Musielak – 4 (1,1,2)
13. Oliver Berntzon – 2 (1,0,1)
14. Steven Goret – 2 (1,1,0)
15. Kajetan Kupiec – 1 (1)
16. Anton Karlsson – 0 (u,0,d)
17. Gleb Czugunow – 0 (0,0,d)
18. Kacper Halkiewicz – ns

*- zawodnicy, którzy w tym roku będą reprezentować Motor Lublin 💛🤍💙𐂉

Trwam 😉

Wiem, że blog nie ma obserwujących. Już teraz nie ma ale byli. Na początku w ogóle nikt o tym nie wiedział więc miałem swobodę wynikającą z tego faktu. Pławiłem się w swoich przemyśleniach nawet jeśli nie były one nie wiem jak poetyckie. Wstydu też nie czułem bo nigdy nie aspirowałem do miana najlepszego w tej dziedzinie. Ogólnie rzecz biorąc kameralnie było bo taki był mój zamysł. Coś w rodzaju pamiętnika motocyklisty, do którego oprócz mnie mieliby dostęp bohaterowie moich przemyśleń, o ile by ich to zainteresowało. Oczywiście brałem pod uwagę to, że mogą się dokopać do Enduroway osoby postronne, które jakimś cudem znajdą to w wyszukiwarce. Tak czy inaczej pisać o tych naszych przygodach było jedną z największych moich przyjemności. I trzymam te wspominki jak jeden z najwiekszych skarbów mojego życia. Bo wszystko przemija a pamięć nie jest wieczna...

Poprawić fabrykę (2)


Był pomysł, żeby update'ować "Sztyleta" (tak się zwie moja Yamaha). Kusiło mnie zainwestowanie w najnowszą MT09. Ostatnio poszły konkretne ulepszenia, zmienił się wygląd ale przede wszystkim nowsze wydania mają wszystkie elektroniczne systemy bezpieczeństwa, które są już teraz standardem. Przemyślałem jednak pewne sprawy i zdecydowałem, że zostaję z tym co mam. Pieczęcią dla tej sprawy był zakup kilku dodatkowych "zabawek" do FZty. Zmieniłem oryginalne opony na Michelin Road 5, dodałem akcesoryjny wydech M4, dokupiłem Graves Smog Block Off Plates, dodałem boczne led-y Handstera oraż żarówkę w przedniej lampie, wymieniłem świece na irydówki NGK, filtr powietrza na K&N wielorazowego użytku i olej z filtrem jak zwykle Motul 300V i K&N 204. Została do zrobienia wymiana płynu chłodniczego i hamulcowego. To wkrótce 😉.

W dobrej cenie dorwałem gumy ale zajebiście przepłaciłem za ich wymianę w Hondzie na RT 23. Dostałem nauczkę, żeby zanim zgłoszę się do warsztatu sprawdzić ceny usług. Raczej więcej mnie tam nie zobaczą...

Wydech dał mi się we znaki przy montażu bo w manualu trochę nieprecyzyjnie podali jak uciąć od kolektora stary katalizator. Koniec końców jednak wyszło zajebiście. Teraz słychać, że to jest silnik spalinowy a nie elektryk 😄. Mimo, że nie wywaliłem wszystkiego ze środka dźwięk jest kozacki, głośny ale nie za głośny. To chrapliwe "braaap" ma teraz charakter, trzycylindrówka brzmi bardzo specyficznie i podniecająco 😝.

Ivan z South Caroliny zrobił reflashowanie ECU. Zależało mi na usunięciu wszystkich blokad programowych (moc, obroty silnika, prędkość maksymalna, temperatura załączania wiatraka chłodnicy, czujnik O2) ale również na polepszeniu kultury pracy silnika i reakcji na gaz. To wszystko w połączeniu z łatwym przelotem spalin przez akcesoryjny wydech tworzy typowo manualny styl motocykla. Nic go nie trzyma, pracuje tak jak naturalnie spalinówka powinna pracować. Skutkiem ubocznym jest totalny smród kiedy się go odpali. Coś za coś...

Dodałem jeszcze ledową żarówkę do lampy + dwa światełka po bokach. Jest widoczna poprawa, w nocy czuć teraz większy komfort jazdy choć tak naprawdę nie lubię buszować po zmroku. 

Wcześniej poszedł do śmieci oryginalny akumulator bo już prądów brakło praktycznie w czasie jazdy. A i odpalić wcale najłatwiej nie było. Teraz jeszcze dobrze nie nacisnę i już gada jak złoto 👏. W sumie łaski nie robi 😄.

Mam jeszcze do zamontowania puszkę prądów, która pozwoli na odseparowanie wszystkich odbiorników od akumulatora. Chodzi o to, żeby po wyjęciu kluczyków ze stacyjki nic nie pobierało prądu z aku. Będzie czas to się nad tym pochylę. A tym czasem pierwsze jazdy po piwo za mną ✌😋.













Najlepiej smakuje przywiezione motocyklem ;P
Najlepiej smakuje przywiezione motocyklem ;P


Lepiej późno niż wcale

"Nadejszla wiekopomna chwila" czy może "żarty się skończyły". Sam nie wiem jak to skomentować... ale spróbuję...

Nowy rok i od razu mocny atak żeby sprostać narzuconym planom. A te o których będzie mowa ciągną się za mną jak przysłowiowy smród po gaciach od młodego szczawia. Jedno słowo - ŻUŻEL!!! 💪
Cała historia meandruje w czasach, których już wiernie nie odtworzę, nie ta pamięć. Sporo rzeczy zostało mi jednak w głowie więc teraz nastąpi chwila przyjemnej retrospekcji 😊.

Lubelski żużel, jego hałas i zapach znam od dzieciaka. Nie wiem kiedy dokładnie to się zaczęło ale nazwiska Andrzej Gąbka i Sławomir Tronina mogą być kluczem do rozwiązania tej zagadki. Ich zapamiętałem ze stadionu. Gąbkę nie wiem dlaczego a Troninę bo miał duży nos! No i weź sie teraz kurwa tłumacz 😝... Analizując lata ich wspólnych startów w Motorze wychodzi na to, że było to między rokiem 1981 a 1983. Czyli miałem 5-7 lat. Jestem pewien, że właśnie wtedy zostałem "zaszczepiony".

"srebrny" Motor z 1991r.
Ogólnie do tej pory były trzy etapy. Pierwszy, kiedy nie kumałem ale czułem zmysłami. Drugi, kiedy kumałem ale jeszcze nie wsysnęło mnie na amen. I trzeci, kiedy po kilkuletniej przerwie poczułem potrzebę przybliżenia się do żużla. A tak na prawdę ponowną chuć do żużla wzbudził we mnie brat Przemysław. To były czasy Nielsena w Motorze. Każdy Lubelak wie o co chodzi - srebro w 1991!!! Oprócz Profesora byli Adams i Kasper, gdański Stenka ale przede wszystkim lubelskie chłopaki - Kępa, Głogowski, Mordel, Śledź, Jucha, Muszyński, Pawelec, Birski. Był też mój ulubiony aktor drugiego planu Iwaniec... Całe następne lata mniej lub więcej byłem obecny jako obserwator. Jeśli już obserwowałem to przeżywałem. 
A w międzyczasie jeździło się wszędzie i na "beleczym". W skutek tego nastąpiła kumulacja zainteresowania żużlem ale teraz już od strony technicznej. Poczułem, że trzeba mnie w szkółce żużlowej.

Ś.P. trener Bielecki
Byłem w technikum, teoretycznie już nie zdatny do przeszkolenia na zawodnika i bardzo mnie to dołowało. To był koszmar. Ten koszmar z całych sił wspierała moja mama. I wtedy nie wiadomo skąd przyszedł przełom. Mama prawdopodobnie prowadzona kobiecym zmysłem i moją niepokojącą narracją postanowiła mnie jednak zapisać. Zadzwoniła do klubu! Byłem szczęśliwy bo trener wyznaczył spotkanie! Przyjął nas całkiem serdecznie i był szczery. Zaczęliśmy rozmowę. Zapytał mnie o rocznik, pokiwał głową. Nie potrzebował mnie... Wtedy mamie włączył się drugi bieg i zaczęła nalegać na przeanalizowanie mojej wartości na spokojnie bez kierowania się schematami. Uśpiła trenera. Pan Bielecki wpisał mnie na listę adeptów. Nie pamietam powrotu do domu... 😅

Na temat praktyki w szkółce Motoru nie będę się rozpisywać. Powiem tylko tyle, że organizacja i park sprzętowy w tamtych czasach (myślę, że mogły to być lata 1994/95) były amatorskie. Jeden starusieńki motocykl z innej epoki, ubranie również w tym stylu, notoryczny brak oleju... Było nas z pięćdziesięciu chłopa i jedna maszyna, no comments. Podzieleni na 3 grupy mieliśmy po jednym treningu w tygodniu. Czyli dwa razy po parę okrążeń i więcej czekania, gapienia się na kumpli niż praktyki. Pocieszyłem się tym, że jako pierwszemu z całego rocznika trener pozwolił samodzielnie odpalić Jawę. Byłem z siebie zajebiście dumny bo ocenił, że nie zagrażam otoczeniu i panuję nad sytuacją 😊.
kopia naszej szkółkowej...
Były ze dwie kopy (tak trener mówił kiedy ktoś się przewrócił), trochę próbowania ślizgu i... urwany hak. Wyniosło mnie i przyjebałem w bandę tak, że uszkodziłem jedyny motocykl jakim dysponowaliśmy. Reszta omal mnie nie zjadła, wszyscy chodzili wkurwieni i docinali mi do końca dnia. Młody byłem i mnie to przerosło dlatego więcej nie poszedłem na trening. Czy żałuję? Nie wiem, może dzięki temu jestem w cały i w miarę zdrowy? A może jeśli wtedy nie dałbym się złym emocjom to dziś mówili by o mnie w telewizorze? 👀 Kto to wie?...


Drużynowy Vice Mistrz Polski 2021!!!

Po latach posuchy w lubelskim żużlu (był sezon, że Motor w ogóle nie przystąpił do rozgrywek) doczekaliśmy się Ekstraligi! Nowy zarząd, spore pieniądze i trafne decyzje doprowadziły do tego, że zespół budowany z roku na rok coraz znaczniejszymi nazwiskami spisywał się na miarę stale rosnacych oczekiwań. W 2021r. Motor ponownie, po trzydziestu latach powtórzył swój największy sukces w historii i ukończył ligę ze srebrnym medalem!!! To ale nie tylko to popchnęło mnie do kupna motocykla żużlowego. Dłużej nie chciałem już czekać. Ryło mi to banię coraz bardziej i ponownie dzięki Przemkowi zrobiłem o jeden krok bliżej do jazdy w lewo. Celowo nie piszę ścigania bo nie wiem czy kiedyś w ogóle do tego dojdzie 😉. Fakt jest jednak faktem, GM od Igora Kopcia-Sobczyńskiego wylądował w Lublinie. Dziękuję pięknie Bro !!! 

Brat Przemysław vel DJ Massa 😎















                                        

Teraz przede mną transport moto przez ocean. Niucham jak to zrobić żeby było dobrze. Update wkrótce 😉.

P.S. Czy żużel to sport offroadowy?... No a nie?! 😎