Frankenstein is back!

Jakiś szemrany incydent doprowadził Borowika do kontuzji. Ma kilkanaście szwów ale z optymizmem patrzy w przyszłość.
Najbliższe jazdy pewnie nie dla niego ale tematu "Mistrza Garfield w wywijaniu między drzewami" nie odpuszcza ;P.

Po Tomciu i Kszunie trzymajmy tym razem kciuki za ofiarę przemocy domowej ;P.


tak to bywa jak się żonce kwiatów nie kupuje :P

Borohorror

Zakazany owoc

Jak to jest?... Mówią, że rzeka nie popłynie pod prąd, nie ma takiej możliwości. I nikt się z tym nie kłóci, tak ma być i basta. Czy jest na tym świecie jakaś siła co mogłaby podważyć tą zasadę?

Pamiętam jak jeszcze niedawno wszyscy na słowo "dwusuw" tarzali się po glebie. Dziś w oparach spalonej oliwy każdy czuje się jak ryba w wodzie. Czyli jednak da się zawrócić kijem Wisłę?
Po co zatem być twardogłowym i bronić swoich subiektywnych słuszności?
Teraz nie ma to już znaczenia. Borowik pierwszy przełamał tabu i pokazał, że warto samemu decydować o własnym losie. Nie pytając nikogo o zdanie po prostu wziął trzysetkę. Ileż można kopać się z koniem i po co?
Z perspektywy czasu chwali swój wybór i mówi, że już nie ciągnie go do "czteropaka" - jedynego słusznego enduro na tym świecie.
Zrobiło się naprawdę demokratycznie i jak najbardziej to popieram :). Każdy wydaje pieniądze na to czego faktycznie chce a nie na to co trzeba mieć.

Wyraźnie widać, że dwutakt powraca do łask. Czy to jest moda czy jednak stoją za tym racjonalne przesłanki okaże się na przestrzeni następnych sezonów.

Ja już dziś zamawiam sobie jazdę próbną w weekend! No chyba, że Tomcio nie dopuści ;P.

Pogratulować pierwszej w życiu "nówki salonówki" :).


panie i panowie...
...ta-dam!!!
komisja nadzorcza
pierwsze tankowanie
???
czego tu jeszcze brakuje?
co dwie głowy to nie ręce ;P
proud owner of 300 XC '12

Swoją drogą, do czego to doszło. Zwyzywali tegoroczny, nowy motor od leftoverów... Bo widziano już kogoś kto jeździ modelem 2013...
Wariactwo... kosztowne wariactwo :/.

Kupa, mości Panowie!

Pojawiło się w niedzielę dwunastu ludzi. Wszyscy gotowi żeby zrobić trochę hałasu w okolicy. Przed jazdą zawsze jestem nastawiony optymistycznie bo fajnie jest jak melduje się cała zgraja. Ekscytacja blednie jednak z każdą milą pokonywaną w tumanie kurzu. Moja twarz na filmie powie wszystko, ja tylko mogę ciężko westchnąć przed monitorem. To co miałem do przekazania światu jest w poście "Enduroonanista".

 Wymyśliliśmy, że pojedziemy w kierunku nie obranym nigdy wcześniej. Z parkingu bez zbędnych zawirowań na południe. Tam za Rt 209 są miejsca nie odwiedzane jeszcze przez nas więc brzmiało dobrze.
Jednak jak już karawana ruszyła to sposobem dwa kroki w przód, trzy w tył. Była więc awaria hamulców w Jamaszce Marcina, guma u Spanisza, były rozłąki grupy oraz złowrogie "dead endy" na cmentarzu.
 Z wielkim bólem przedarliśmy się do granicznego asfaltu ale plany przeprawy na drugą stronę zniweczył widok radiowozu. Czemu gość nas nie "zahaltował", wie tylko on. W każdym razie jechać taką procesją jego śladem to byłoby samobójstwo. Dlatego wróciliśmy tam skąd przyjechaliśmy.
 W następnej kolejności obowiązkowa wizyta na kopalniach w Kaśce, jazda węglowymi autostradami itp. co przyprawiło mnie o ziewanie. Adrenalina ruszyła się trochę podczas pokonywania ciekawych podjazdów, odcinków technicznych i karkołomnych przeszkód. Fajnie było też kiedy crossowa część załogi pokazywała jak się lata z głową na wysokości wierzchołków choinek :). A już ugotowałem się totalnie "produkując" glebę roku. Nie było świadków a kamera niestety wyłączona :(. Jak to możliwe, że w myślach kwestię "Panie Boże, bądź miłościw! Żeby tylko pod tymi chaszczami nie było jakiegoś konara co mi wyrwie łeb!" człowiek jest w stanie wypowiedzieć w ciągu feralnej sekundy przed tragedią???
Na szczęście nie zobaczyłem "światełka w tunelu" bo okazało się, że w krzakach nie czaiło się żadne licho. Pozostał jednak po mnie krąg wygniecionej trawy co wydało się podejrzane kolesiowi, który nadjechał kiedy byłem już pozbierany. Przypaliłem głupa, że to pewnie UFO wymyśliło se tu lądować i pojechaliśmy dalej.

 Prawdziwość stwierdzenia, że po kryzysach zawsze przychodzą dobre momenty, potwierdziły następne minuty. Po "mega nudzie" zrobiłem sobie całkiem nie planowane pół godziny jazdy jaką uwielbiam. Przez chwilę dzieliłem ją z Jacksonem ale ten niespodziewanie "wessany" przez przyrodę, został ze swoimi problemami gdzieś na szlaku. Rozkosz z podróżowania wybornymi odcinkami specjalnymi Klary czerpałem więc w samotności.
 Nie zdziwcie się zatem, jeśli następnym razem gdy będzie nas taka armia, niepostrzeżenie zmienię tor jazdy i spotkamy się dopiero przy trucku. Bo taka zbieranina to jednak niestety kupa, mości Panowie.

Zaraz idę popracować nad wersją klipu gdzie będą wszystkie "głowy". Trzeba się postarać żeby nie powiedzieli, że narcyz jestem i se filmiki sam ze sobą dla siebie robię ;).


transfuzja płynu hamulcowego na linii Dodge - Yamaha
Suchy albo Szczurek, jak kto woli :)
nie pamiętam imienia tego kolesia ale wymiata konkretnie, szacunek!
widać, że to nie jest jego pierwszy raz
sztuczki? proszę bardzo!
Momento
Edison
Christian
"Second(s) from disaster" by Don
to chyba na wiwat - ostatnia jazda Marcina w Stanach
lunatycy



Żużel na żywo w zasięgu ręki!



Ciekawa historia wydarzyła się dzisiaj w moim życiu :). Żona wertując z nudów Bazarynkę natknęła się na ogłoszenie reklamujące zawody żużlowe z udziałem legendy światowego speedwaya, Sama Ermolenki! Powiadomiła mnie o tym lecz z nutą przekąsu:
- "O, jakiś żużel był ☺ w Nowym Jorku, nie wiedziałeś pewnie o tym?"
Z taboretu mnie mało nie zdarło.
- "Kobieto, o czym ty do mnie rozmawiasz?! Jakie zawody?! Kto, gdzie, kiedy?!" - wrzasnąłem, że aż jej grzywkę rozwiało.
Jeszcze nie zdążyły się załadować wszystkie gówniane, flashowe reklamy ze strony a ja już miałem ogłoszenie na patelni. Za chwilę dom wypełnił mój śmiech wariata bo wpis co prawda był nieświeży ale data zawodów... 1-2 wrzesień!
 Przekleństwo to dla małżonki i nauczka, że aby być dobrze poinformowanym, najlepiej nie poprzestawać na nagłówku anonsu.

 W sumie nie wiem czy będzie mi dane ale jest co najmniej dwóch zapaleńców z którymi będę pertraktować w tej sprawie. A może ktoś z "niewtajemniczonych" chciałby zapoznać się z zapachem spalonej rycyny i jeźdźcami apokalipsy na żywo?
Sprawa rozegra się w Owego, NY. Tor i infrastruktura nie są na poziomie znanym z Polski ale "na bezrybiu i rak ryba". Jedyna okazja do obcowania z tym sportem w Stanach to albo "wygwizdów" w stanie Nowy Jork albo... Kalifornia, gdzie już ścigają się w całkiem niezłych warunkach.
Będę drążyć temat.

Strona organizatora - http://www.jbrspeedway.com/


tak to wyglądało dwa lata temu



Wyświetl większą mapę aby uzyskać "directions"

Enduroonanista

Przychodzi taka chwila w życiu każdego człowieka, że postanawia rozliczyć się przed samym sobą. Ja pragnę dziś rozliczyć się z tego "czemu jeżdżę ostatni" a może raczej "czemu wczoraj dojechałem ostatni".

 Nie lubię bić piany. Nie katuję Bogu winnego motocykla, że aż ogień idzie wydechem. Nie rzucam kamieniami spod koła komuś prosto w gogle. Nie jestem królem długiej prostej za którym ciągnie się triumfalna kurzawa. Nie strącam w przepaść innych riderów żeby pokazać jak wygląda prawdziwa rywalizacja. Nie pouczam kolegów, że powinni jeździć szybciej bo wypada jeździć najszybciej. Nie świecę światłem supernowej kiedy rozgrywa się batalia na słowa "komu należy się korona"...
Jestem kurwa jakiś inny. Ja po prostu lubię se pojeździć. Tylko tyle. Bo jestem jebanym Enduroonanistą!
I jest to jedyna rzecz, którą naprawdę się pysznię.

Peace :)


Under My Wing

Gdzieś daleko, na starym kontynencie, podczas gdy my męczymy bułę na zadupiach, ludzie kulturalnie podnoszą swoje umiejętności pod okiem instruktora z najwyższej półki. Nie ma bowiem wyższej niż ta na której "urzęduje" Tadek Błażusiak :). Tak, tak! Jest impreza, która nazywa się "Red Bull - Under My Wing" gdzie nasz as produkuje się dla dobra początkujących jeźdźców. Tylko pozazdrościć łebkom z Polski takiej możliwości. Nam pozostaje ubiegać się o uczestnictwo w szkółkach jazdy miejscowych zawodników. No chyba, że Tadek planuje jakieś pośmiganie na Klarze, to serdecznie zapraszamy! Dla niego miejsce na pickupie zawsze się znajdzie ;P.




Artykuł na Dirt Arena

"Kszun" w opałach

Jak mówi Józek, w ostatni weekend koleżka miał jakiś poważny wypadek. Przeleżał parę dni w szpitalu a teraz musi kurować się w domu. Czeka go dosyć długa przerwa, nawet kilkumiesięczna. To wszytkie szczegóły jakie znam.
Oby wylizał się jak najszybciej, trzymajmy kciuki za Kszuna!

---------------------------------------------------
AKTUALIZACJA:
Wiem już nieco więcej o Kszunowym niefarcie. Biorąc jakiś podjazd nadział się na drągala co był  w krzakach. Dostał w tors i z tego co zrozumiałem ma poważną ranę :/. Nic mu chyba nie zagraża ale średnia przyjemność leżeć obolałym przez parę miesięcy.

Nima huja, bedzie chłop żyć! :)

Kawałek gumy a cieszy

Niby wszystkie opony podobne ale jak przyjdzie co do czego to robi się temat rzeka. Moja już błaga o wymianę więc trzeba było się zdecydować. Oryginalnej Bridgestone M402 już nie produkują a jej młodsze wcielenie (M604) jakoś mnie nie przekonuje. Pojawiła się jeszcze kandydatura z Maxxisa (Maxx Cross) ale zamówiłem Kendę Milville II ;). Obawiałem się tylko o rozmiar bo 120, jaką zamówili chłopaki, to monstrum a Kenda Trackmaster 110 była wąska jak rowerówka. Milville 110/100-18 wygląda w każdym razie konkretnie, oby konkretnie wgryzała się w glebę ;).




i jeszcze parę souvenirów przy okazji

-------------------------------------------
AKTUALIZACJA:



chyba bedzie...

Sześciodniówka w Niemczech



Aż ślinka leci na poogladanie takich zawodów. Nie szykuje mi się jednak wizyta w kraju więc pozostanie obserwować na bieżąco wyniki na necie a potem relacje jakie pewnie pojawią się na YouTube.
 Niemcy mają bogate tradycje jeśli chodzi o tę dyscyplinę sportu. Six Days wraca tu po latach, ostatni raz rozegrano je w 1989 roku. Znając możliwości Saksończyków należy spodziewać się wzorowej organizacji a na trasach emocji i widowiskowych akcji.
Trzymam kciuki za polskich chłopaków!