Red Bull 111 Megawatt by Enduro Krzeszowice guy:)


Mój ulubiony film enduro na dzień dzisiejszy. Konkretna jazda i humor połączone pomysłowym montażem - zajeboza! Szacunek dla koleżki!


Noworoczna aktualizacja zbiorcza

Nawet nie wiem czy jest co podsumowywać, a tym bardziej snuć noworoczne motocyklowe plany. Sezon jeździecki 2014 kończę wynikami zakrawającymi na żart - chyba ze cztery lub pięć razy w terenie... Różne są tego powody. Poczynając od tego, że sam się nie mobilizowałem aż po to, że zmienił się profil na jazdę u reszty załogi. Takie życie....

Nie chciałem niczego robić na siłę, dla mnie ta pasja to od zawsze wewnętrzna potrzeba, wręcz nałóg a nie nabyte przypadkiem rzepy na ogonie. Więc skoro nie czułem klimatu to nie było sensu go sztucznie podsycać i tyle.
W minionym roku miałem plan pośmigać jak zawsze, czyli konkretne wyprawy w zróżnicowany teren i poszukiwanie nowego. Miałem wrażenie, że oprócz mnie na taki scenariusz nie miał ochoty nikt więc przyschło to wszystko jakoś tak samoczynnie. O tyle nad tym nie ubolewam, że jestem spokojny o to, że za jakiś czas i tak wrócę do tego co lubię najbardziej - czyli " wypraw z zróżnicowany teren i poszukiwania nowego". Kwestia tylko tego jak długo potrwa ten marazm i kto ewentualnie pomoże mi go przełamać...
Zakładam bardzo prawdopodobny scenariusz - moje latorośli odziedziczą benzynę we krwi i razem z pojawieniem się owłosienia łonowego zaczną poszukiwania wymarzonej maszyny. A wtedy tatuś podpowie co i jak :). Jeśli nie odziedziczą (równie prawdopodobny scenariusz co "bardzo prawdopodobny") to jeszcze lepiej, przynajmniej nie będę się gryzł, że narażają zdrowie w imię najsympatyczniejszej pasji na świecie ;).
Trzeci, równie prawdopodobny scenariusz co oba poprzednie "bardzo prawdopodobne" jest taki, że kumulujący się żal wywołany kryzysem wieku średniego wreszcie przeleje czarę goryczy. A wtedy w przypływie resztek młodzieńczej fantazji zakupię "bardzo pomarańczowy rocznik bieżący" i nie patrząc na nic, po prostu będę kultywować offroadowe wyprawy solo :D. Aha, no bo to, że czterysetka idzie do ludzi już prawie przesądzone...

Generalnie jeśli jeździć to bardziej w stronę turystyki a nie użerania się z hardkorem, po prostu przeszło mi stawianie sobie sportowych wyzwań, przynajmniej tak mi się wydaje. Priorytetem musiałby być motocykl z "blachą", legalny na drogach, żebym mógł przemieszczać się bez stresu tam gdzie mam ochotę. No i oczywiście dualsportowe imprezy, tego chciałbym pilnować.

Na bogate treści blogowe w najbliższym czasie nie ma zatem co liczyć, chyba, że wiosna mnie samego zaskoczy i zacznę jeździć ;). Jeśli załoga będzie się chciała czymś podzielić to oczywiście jak najbardziej będzie miejsce na takie wpisy. Może z Polski coś ciekawego się trafi (pozdrowienia dla Barańskiego), może jakieś internetowe zajawki... No i jest trochę materiału foto i wideo z jazd, będę chciał to jakoś poukładać. A na zimowe wieczory wystarczająco bogata jest baza archiwalnych postów, bawi mnie przeglądanie tego, po to właśnie stworzyłem Enduroway i pod tym względem spełnia swoje zadanie :).

Podsumowując - szczęśliwego Nowego Roku, gumowych drzew i nie kończących się podjazdów! Kto ma na czym i ma ochotę niech śmiga, ja za ten czas dostroję odbiornik ;).


Nie powiem, takie cudo mocno by mnie zmotywowało ;P...

Suchy się wyłożył


Skutki upadku musiały być dosyć poważne skoro wylądował w szpitalu. Takie życie... Szybkiego powrotu do zdrowia!

Bo woli bączka od pszczółki...


Terminologia motoryzacyjna nie przewiduje w swoim słowniku nazw wywodzących się z entomologii ale na nasz własny, endurowy użytek czasami ubarwiamy gwarę w niespotykane określenia. Taki więc Jacksonowi znudziła się przczółka (dwutakt) i wrócił do bączka (czterotakt). Leftover z poprzedniego rocznika rozumiem, że już dotarł do garażu. Tendencja do pojemnościowego "downgrade'u" (jak już kiedyś wspominałem) zatacza coraz szersze koło. Jeszcze niedawno wyszydzana przez samych zainteresowanych klasa "ćwierćlitrówek" przybiera na sile. Ze dwa miesiące temu 250-kę kupił Michał a taraz nowa sztuka pojawiła się na Lanza Ave. Zobaczymy czy coś te "maleństwa" są warte ;).


Zaczyna się ściganie w kółko!


Wszedłem od tak, z ciekawości bo dawno tam nie byłem - na espeedway.pl. I co widzę? Dziś naszym późnym wieczorem zaczyna się najważniejsza żużlowa impreza sezonu - pierwsze zawody cyklu Speedway Grand Prix. Jestem wyraźnie opóźniony tej wiosny, totalnie zaskoczyło mnie to, że "to już!". Nie wiem co jest grane...
Tradycyjnie zaczynamy w Nowej Zelandii. To już dwudziesta odsłona tego cyklu gdzie o indywidualne mistrzostwo świata na żużlu będą walczyć najbardziej gorące głowy tego biznesu. Zabraknie naszego asa - Tomka Golloba, który wycofał się z tej rywalizacji dając miejsce młodszym, chociażby Hampelowi, który jak co roku jest faworytem do tytułu ale co roku braknie mu jednego kroku do najwyszego podestu. Może tym razem?



P.S. Jak widać "legalna" transmisja internetowa staje się powoli standardem także w sportach motorowych. To cieszy!

Świątecznego pijaństwa wspomnień czar


Dla ciekawskich - na Ustream mam zarejestrowane 3 części z ostatniego biesiadowania w garażu. Od razu przestrzegam - można zdechnąć z nudów, jest nawet gorzej niż w "Nad Niemnem" a myślałem, że tej granicy przekroczyć się nie da ;P. W dodatku jest to niemy film, zrobiłem tak z szacunku do słuchaczy ;P. Desperatów łaknących niskobudżetowych, garażowych wypocin zapraszam i przepraszam ;). 

AKTUALIZACJA - linki niestety straciły ważność ale uchował się poniższy screenshot :).



Dual Sport pod wezwaniem Dziadka Mroza ;)


No to mamy szansę zacząć sezon z grubej rury. W lutym jeszcze nigdy na Dual Sporta nie jechaliśmy ale w tym roku jest szansa. Paru wariatów się zbierze i już widzę jak gile spod kasków będą zwisać ;P. Może być wesoło i... zimnoooo ;P.



zajawka


A Borowik jak to Borowik, bobruje cały czas ;)

I znów o rok bliżej do końca świata


Z tego to też powodu, jeśli miałby on nastąpić jutro to przynajmniej się dziś dobrze napijcie ;P. A jakby się jednak odwlekło, to żeby następny rok w zdrowiu upłynął, czego Wam i sobie życzę.
Życzę też żeby spotykać się i cieszyć jazdą jak do tej pory bywało. I to w tym pełnym, starym gronie, jeśli nie szerszym. Zabrakło bowiem niektórym szczęścia w tym sezonie, dlatego niech 2014 będzie łaskawszy. I ci co ich nie ma z nami niech dołączą, bo zawsze gdy ktoś z grupy odpada to smutniej o tego jednego, sami chyba przyznacie.

Jak co roku w Sylwestra mam jakieś tam noworoczne postanowienia, które gdzieś koło 10 stycznia przejdą pewnie do historii ;). Powalczę żeby podreperować swoją frekwencję na wyjazdach, nie mówię tu o rewolucji i śmiganiu co tydzień ale jednak częściej niż w tym sezonie. Na blogu też przydało by się   robić więcej hałasu, żeby wogóle miał rację bytu. Myślałem też o wskrzeszeniu enduronj.com bo zarosło jak rower w pokrzywach, a szkoda. Zrobię prosty test - jeśli poprzecie mnie na czacie - działamy. To niejako warunek bo jeśli komuś będzie się chciało klikać na blogu to jest szansa, że forum też będzie żyło. Dla samej idei nie ma co się za to brać, musi być konkretny odzew.
Fajnie by było jakby sytuacja Barana wyjaśniła się na dniach, Max wyleczył kolano po kontuzji a "wielcy nieobecni" zaczęli robić to co robili do tej pory jak chłopy. Pożyjemy - zobaczymy.
Mam też skromne plany co do wakacji w nowym roku. Borowik gadał coś o Meksyku ale olać to, jest lepsza idea. Zaklepałem wyjazd w zajebiste tereny z zajebistym towarzystwem. Czekają tam na mnie, nie ma tygodnia, żeby nie było telefonu. Jakby co to mogę jeszcze kogoś wkręcić. Tyle, że dyskrecja obowiązuje bo zapowiada się ostra jazda (a nasze baby tego nie lubią) i ciepłych kluchów mi tam nie potrzeba. A póki co na zachętę klip, niech się oblizują ci co nie pojadą ;P.


Lepiej późno niż jeszcze później ;)


Dostałem cynk, że brak Mikołaja na blogu to sponiewieranie uczuć religijnych i dobrych manier. Wobec tych niewątpliwie słusznych zarzutów, naprawiam całą niezręczną sytuację. Ale zastrzegam, wierszyka nie będzie bo utknąłem gdzieś w połowie a czas nie z gumy i publikować gwiazdkowe wypociny w okolicach nowego roku to obciach ;).
Dojadajcie resztki wigilijnych wędlin, dopijajcie wódkę i żyjcie w zdrowiu do następnych Świąt! I żebyśmy za rok w komplecie mogli zrobić garażową imprezę!


HO, HO, HO!!!

Do znudzenia - Tadek najlepszy na tym amerykańskim łez padole :)


Tak, tak panowie - Brown był o krok od tytułu ale to nasz człowiek tego wieczora był lepszy :D. A to właśnie ten wieczór miał być decydującym o prymacie w amerykańskim endurocrossie Anno Domini 2013.
Jak to dobrze, że mam nawyk regularnego sprawdzania poczty emailowej. Borówka wysłała mi linka, pod którym rozgrywka z tegorocznego finału była transmitowana na żywo. Odebrałem go późnym wieczorem i kliknąłem z przekonaniem, że już po herbacie. O dziwo zrobiłem to w samą porę bo po wyścigu amatorów a potem kobiet, przyszedł czas na główne danie wieczoru :). W przedbiegach, takiej rozgrzewce dla publiki najlepszy czas wykręcił Tadeusz B. To był dobry prognostyk na najbliższą przyszłość ale... to jest przecież sport i wszystko może się wydarzyć...
Jak wszyscy wiemy w cywilizowanym świecie obowiązuje słuszna zasada ciszy nocnej. Nie jestem wyjątkiem i przestrzegam jej, tego samego oczekując od sąsiadów. Jednak wczoraj w sposób niezamierzony a nawet niekontrolowany zignorowałem te zalecenia. A wszystko było wynikiem nagłego skoku adrenaliny po tym co zobaczyłem na torze w Vegas. Nie ma co gadać, to trzeba obejrzeć:


Genialny przebieg wyścigu jeśli chodzi o starcia między Brownem a Błażusiakiem, normalnie dobre kino akcji :).
Wszyscy byli zaskoczeni wyjątkowo śliskim i ciężkim technicznie torem. Nawet Tadek nie chce myśleć o ponownym ściganiu w takich warunkach ;).
Ciekawostką jest to, że wg relacji Błażusiaka, David Knight, jego odwieczny rywal - zachował się nadzwyczaj fair, pomagając Tadkowi uporać się z motocyklem po upadku na łuku wypełnionym drewnem. To jest sport na najwyższym poziomie i kultura na najwyższym poziomie. Szacunek dla Knighta!


A ja co mogę? Wysączyć pianę za kolejny tytuł Taddiego :). Gratulacje!




P.S. Podziękowania dla Borowika i Glacy, że motywują mnie do działania na blogu. Dzięki Panowie :).
Pozdrowienia dla wciąż nieobecnego - Barańskiego. Mam nadzieję, że wkrótce pierdolnie tymi "wakacjami" i w komplecie zrobimy "Annual Christmas Garage Meeting" :).